Fragmenty mojego świata...

Fragmenty mojego świata...
stat4u

UWAGA

Źródła fotografii ; archiwum rodzinne, zdjęcia własne oraz zdjęcia użyczone mi przez znajomych; Annę, Kurta Mazura, współtowarzyszy moich eskapad : gorzowskiego fotoreportera Bogusława Sacharczuka (bs) , Mariusza oraz brata Toma; wszystkie publikuję na blogu za ich wiedzą i zgodą i zawsze są przeze mnie podpisane! Korzystam także ze zdjęć umieszczonych w Wikipedii i publikuję je z zachowaniem Licencji.

Wejść na bloga :

środa, 1 lutego 2012

Landsberski dzwonnik...

Historia, którą dziś Wam opowiem sięga przełomu wieku XIX i XX, kiedy to moje miasto (od 1257-1945) nosiło nazwę Landsberg an der Warthe. W centrum miasta, na Starym Rynku na ostatniej kondygnacji trzynastowiecznego Kościoła Mariackiego, tam gdzie umieszczone były dzwony wraz z żoną Marią i córką Helene mieszkał landsberski dzwonnik.

(Fot. Brat, 2009r.)

Albert Hachmeister przybył z Burgkehemnitz ( Saksonia) do Landsbergu w 1890 roku. O wolnej posadzie dzwonnika - strażnika przeczytał w rządowym wykazie wolnych posad dla inwalidów wojennych. Złożył podanie i został przyjęty.

Jego zadaniem, oprócz okolicznościowego bicia w dzwony było obserwowanie miasta w dzień i w nocy. Za swoją pracę otrzymywał wynagrodzenie w wysokości 700 marek.

Na wieżę mariacką, do jego dwupokojowego mieszkania prowadziło ponad sto stopni. Do komunikacji z mieszkańcami, a także do przekazywania meldunków służyła specjalna rura, a dzwonek umieszczony na dole oznajmiał przybycie gości.
Zakupy na wieżę wciągane były za pomocą koszyka zamontowanego na sznurze. W ten sam sposób rodzina zaopatrywała się ( do czasu wybudowania wodociągu) w wodę.

Dzwony z wieży mariackiej rozbrzmiewały nie tylko podczas uroczystości czy świąt ale także biły na alarm. Podczas nabożeństw, ślubów bądź pogrzebów biły zawsze trzy dzwony.

Uderzenie w dzwony sygnalizujące alarm odbywało się według ustalonego porządku. Jedno uderzenie informowało mieszkańców o pożarze w śródmieściu, dwa w okolicach położonych tuż za śródmieściem, trzy alarmowały, że w zachodniej części miasta zauważono pożar, zaś cztery - w dzielnicy za rzeką.

W roku 1917 trzy stare dzwony zarekwirowano na potrzeby wojska. Po 27 latach swojej służby Albert Hachmeister stracił posadę. Pogrążony w żalu i tęsknocie za "swoimi" dzwonami zmarł w wieku 64 lat.

W prasie ukazał się nekrolog :

" Zachowamy w pamięci, tego sumiennego o każdej porze dnia urzędnika".

44 komentarze:

  1. Bardzo ciekawa historia Meg...
    Lubię takie historie z przeszłości!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajna historia Meg!
      Pozdrawiam:))

      Usuń
  2. Dobry pomysł z tym dzwonnikiem na wieży. Z góry widać lepiej. Super ciekawy post Meg!

    OdpowiedzUsuń
  3. 27 lat w wieży...jak latarnik;)
    Świetny post Meg!

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ciekawy wątek z dziejów Twego miasta. Przeczytałam z ...otwartą buzią. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również.
      Umarł z żalu za dzwonami...Jakie to romantyczne.
      Meg świetny wpis!!!

      Usuń
  5. Alle świetna historia. Nic mi nie wiadomo, żeby w moim kościele na wieży mieszkał dzwonnik.

    OdpowiedzUsuń
  6. Umarł "pogrążony w żalu i tęsknocie za "swoimi" dzwonami" - tak to jest kiedy praca staje się czymś ponad pracą, kiedy staje się pasją...
    Interesująca opowieść Meg!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawy post, a właściwie historia dzwonnika na wieży i jego pracy. Fajnie, że opublikowałaś tą historię.
    Super temat!
    Uściski!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale Twoje miasto jest stare...VIII wieków to nie w kij dmuchał!

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo przyjemna historia, oprócz końca. Życia Rodzina nie miała łatwego, mieszkając tak wysoko. Widocznie jednak kochał swoją pracę, ze się z tym godził. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Od niego zależało bezpieczeństwo całego miasta. Na pewno czuł się ważny,potrzebny i raptem zabrali mu dzwony i stracił pracę. W ogole mnie nie dziwi, że z żalu ...umarł:((
    Meg, świetna historia i post również.

    OdpowiedzUsuń
  11. Roman Kłosowski01 lutego, 2012

    Ciekawy jestem czy są gdzieś jeszcze tacy oddani i sumienni urzędnicy, którym taki nekrolog by przysługiwał?

    OdpowiedzUsuń
  12. Nuu, Meg pościk super. Dawaj więcej takich historyjek. Wiem że masz :D
    Dodam, że podziwiam dzwonnika - przemierzyć 100 stopni w górę to nie lada wyczyn. Wiem bom wchodził na wieżę katedry. Zmachałem się już na I pietrze:D Widok za to miał z okna bajer i na nabożeństwo niedaleko:D

    Pozdrówka Meg!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...pewnie, że mam:) Pewnie, że dam:)

      Masz racje, zaspać się można wchodząc na wieżę, ale widoki (kiedyś pokażę) zapierające dech w piersiach są :)

      Usuń
  13. Świetna opowieść Meg! Dzisiaj jak biją dzwony to z reguły tylko na mszę, a kiedyś ich bicie miało większe i określone ilością bić znaczenie.
    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...dokładnie, obecnie dzwony przeważnie biją tylko na Mszę św.

      Usuń
    2. Meg kilkanaście lat temu na wsi jeszcze dzwoniły na larum-:)
      Dzwonnik może i lubił swoja pracę, ale współczuję córce. Młoda a zamknięta we wieży niczym księżniczka.

      Usuń
    3. I ja pamiętam dzwonne alarmy na wsi.
      Ciekawe opowiadanie Meg. O życiu ludzi "kiedyś" niewiele wiem.Przeczytałam z przyjemnością.

      Usuń
  14. Uwielbiam takie stare historie szczególnie napisane ciekawie. Pozdrowienia-:))

    OdpowiedzUsuń
  15. Poza utrudnościami mieli napewno na górze święty spokój. Historia, którą opowiedziałaś jest niesamowicie ciekawa.
    AnnaZ.

    OdpowiedzUsuń
  16. świetna opowieść, tylko szkoda, że koniec jej smutny...

    OdpowiedzUsuń
  17. Małgosiu,
    Bardzo ciekawa historia. Czyta się ją z zapartym tchem.
    Słowa z nekrologu świadczą o tym jak bardzo cennym był urzędnikiem. Powinien stanowić wzór dla obecnych urzędników.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  18. Takie historie "z życia wzięte" lubię pomimo, że nie dotyczą mojego miasta to bardzo mnie pasjonują.

    OdpowiedzUsuń
  19. Całkiem fajna historia i fajnie się czyta.

    OdpowiedzUsuń
  20. Piękna historia,o człowieku którego pasją było bicie w dzwony.

    OdpowiedzUsuń
  21. Meg, piękna opowieść o kolejnym nieszczęśliwym dzwonniku... . Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  22. Fascynująca opowieść . Od razu skojarzenie posłało mnie do W. Hugo i Dzwonnika z Notre Dame...

    OdpowiedzUsuń
  23. Piękna historia, bardzo przejzyscie napisana ;) az chce sie czytac !!:)

    OdpowiedzUsuń
  24. Bardzo ciekawą historię opowiedziałaś. Szkoda, że nie z Happy Endem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na dzwonnika skazują się samotnicy, ale przez 27 lat wytrzymać swój los " urzędnika" to chyba rekord.U nas po 5 latach dwie rodziny mieszkające zbyt blisko dzwonów- niemal całkowicie straciły słuch.Serdecznie pozdrawiam.

      Usuń
  25. Dziś dzwonnika zastąpił silnik elektryczny sterowany zegarem...

    OdpowiedzUsuń
  26. Ciekawa historia...Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  27. Bardzo ciekawy temat postu. Niesamowite, że umarł z żalu i tęsknoty...On naprawdę kochał to co robił.

    OdpowiedzUsuń
  28. Balbina z Ełku02 lutego, 2012

    Ciekawy zawód - dzwonnik. Obecnie funkcję dzwonnika pełni albo kościelny albo elektronika...Świetny post Meg.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wzruszyłam się Meg.Piękna historia choć smutne zakończenie.Nie miał łatwego życia a mimo to kochał to co robił. Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  29. Pasja dzwonika nadawala jego zyciu wypelnionemu praca ktora ukochal sens. W momencie gdy zabrali mu to co ukochal nie mial po co zyc. Piekne i smutne...

    OdpowiedzUsuń
  30. Otrzymal piekny nekrolog
    Klaniam sie
    Jan

    OdpowiedzUsuń
  31. Nie tylko po utracie ukochanej osoby człowiek się załamuje , a tu jak widać z postu praca była jego drugą miłością . Ciekawy post i coś nowego wiem i gdy patrzę z okna mojego mieszkania na Katedrę współczuję mu pokonywania tych 100 schodów . Ale myśleli i organizowali sobie życie żeby nie było za ciężko to na linie wciągali zakupy .Super

    OdpowiedzUsuń
  32. Właśnie takie historie warte są powtarzania... takie, gdzie widać prawdziwe uczucie i przywiązanie... oddanie... pasję... zapewne żadne słowa nie są w stanie wyrazić tego, co "główny bohater" naprawdę czuł...

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Hello, Meg.

      The coldest winter will be melted by your warm heart.
      The works gently accept all visitors.

      I praise your creative art sense.
      The prayer for all peace.
      
      Have a good weekend.
    From Japan, ruma ❃

    OdpowiedzUsuń
  34. Byłam na wieży katedralnej.Odwiedziłam mieszkanie dzwonnika.
    Przewodnik opowiedział nam ,że dzwonnik nigdy nie schodził z wieży. Jego żona i córka pokazywały się od czasu do czasu w mieście.
    Pozdrawiam:))

    OdpowiedzUsuń