Fragmenty mojego świata...

Fragmenty mojego świata...
stat4u

UWAGA

Źródła fotografii ; archiwum rodzinne, zdjęcia własne oraz zdjęcia użyczone mi przez znajomych; Annę, Kurta Mazura, współtowarzyszy moich eskapad : gorzowskiego fotoreportera Bogusława Sacharczuka (bs) , Mariusza oraz brata Toma; wszystkie publikuję na blogu za ich wiedzą i zgodą i zawsze są przeze mnie podpisane! Korzystam także ze zdjęć umieszczonych w Wikipedii i publikuję je z zachowaniem Licencji.

Wejść na bloga :

niedziela, 13 listopada 2016

Nie dolecieli z Nowego Jorku do Kowna…

Wieś Pszczelnik (zachodniopomorskie) jest małą osadą leżącą na trasie Myślibórz - Kostrzyn . Tuż za nią, w lesie znajduje się symboliczne miejsce, miejsce śmierci dwóch pilotów, uznawanych za bohaterów Litwy.

Darius i Girėnas upamiętnieni na litewskim banknocie 10-litowym. Źródło fot. Wikimedia Commons


Udało się przelecieć Atlantyk...

Litewscy lotnicy Steponas Darius i Stasys Girenas po I wojnie światowej wyemigrowali do Stanów Zjednoczonych. Obaj pracowali w lotnictwie cywilnym. Obaj wpadli na pomysł, aby przelecieć samolotem z USA do rodzinnej Litwy, bez międzylądowania. Kupili samolot  Belanca CH3000 Pacemaker, nazwali go "Lituanica" i przystosowali go do dalekiego lotu montując w nim zamiast foteli dodatkowe baki na paliwo. Na przyrządy nawigacyjne nie wystarczyło im pieniędzy. Wystartowali z Nowego Jorku rano 15 lipca 1933 roku,  w rocznicę zwycięstwa wojsk polskich i litewskich pod Grunwaldem.

Niewiele zabrakło, by osiągnąć cel...

Po ponad 37 godzinach lotu doszło jednak do tragedii. 17 lipca o godzinie 0.36 w nocy w lesie w okolicy Kundham (obecnie Pszczelnik) w ówczesnych Niemczech, doszło do katastrofy. Samolot rozbił się, a obaj Litwini zginęli. Do celu, a także pobicia rekordu przelotu na trasie Nowy Jork - Kowno zabrakło im tylko 650 km. 

Żałoba i niewyjaśnione wątki...

W ówczesnej stolicy Litwy, Kownie, na śmiałków czekało 25.000 ludzi. Wieść o śmierci lotników została przyjęta ze łzami i niedowierzaniem. Winą za katastrofę obarczono Niemców, których posądzono o omyłkowe zestrzelenie samolotu. Prasa litewska zaś pisała o dziwnych dziurach w skrzydłach samolotu. Niepokoił także fakt, że Niemcy dopuścili Litewskich ekspertów na miejsce katastrofy dopiero po uprzątnięciu niektórych rzeczy, przez co wszystkich szczegółów wypadku nie ustalono do dziś... 

Ku pamięci pokoleń...

Niedługo po katastrofie Litwini wykupili od Niemców ( wieś do końca II wojny światowej leżała w granicach Niemiec) miejsce katastrofy, tj. 314 metrów kwadratowych lasu, na 99 lat! Utworzyli koło o średnicy 10 metrów i przywieźli spod Wilna 45 ton najdroższego granitu. Do zakończenia budowy pomnika według projektu Vytautasa Landsbergisa-Zamkalnisa, ojca byłego prezydenta Litwy potrzebowali aż 9 ton cementu, 60 wozów żwiru, ponad tonę ołowiu i pół tony żelaza . W miejscu upadku korpusu samolotu postawili potężny podwójny litewski krzyż strzelców, zwany także Krzyżem Księcia Witolda. 



Monument odsłonięto trzy lata po katastrofie - 17 lipca 1936 roku. Do wojny opiekowali się nim litewscy dyplomaci z Berlina. Po wojnie miejsce zostało zapomniane i zdewastowane. Dopiero 50 lat po tragedii, w 1983 roku monument został ponownie odrestaurowany.

Ślad pamięci w Myśliborzu...

Katastrofę  pod Pszczelnikiem upamiętnia współczesny pomnik z 2008 roku znajdujący się przed kaplicą św. Gertrudy w Myśliborzu



Przepołowiony gigantyczny kamień jest wydrążony i w środku wypolerowany. Przywodzi na myśl kulę ziemską i dwa odległe kontynenty. W jednej z jego części, w głębi zaznaczono Nowy Jork, a w drugiej Kowno.

26 komentarzy:

  1. Kawał historii...Świetnie opowiedziany! Próbowałem tam dotrzeć lecz było mi żal nowego zawieszenia samochodu i odpuściłem. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Miejsce warte odwiedzenia + kawałek historii lotnictwa. ZAPISUJĘ!
    Pozdr.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie słyszałam o Pszczelniku i o pilotach śmiałkach. Dzięki Tobie podciągnęłam się :)) Miejsce związane jest ciekawą i jednocześnie tragiczną historią jest jak widać bardzo zadbane.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. W ogóle nigdy o tym nie słyszałam, a warto.
    Natomiast ów przepołowiony kamień to taki charakterystyczny współczesny pomnik - ani wyglądu, ani konkretnego przesłania, bez instrukcji ani rusz.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie znałam tej historii...żal, że litewskim lotnikom nie udało się spełnić swego marzenia, choć tak niewiele im brakowało...

    OdpowiedzUsuń
  6. Interesująca historia, ciekawe, czy zostanie kiedyś wyjaśniona do końca ?
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. To miejsce było wielokrotnie przeze mnie odwiedzane. Gdy byłem harcerzem i później gdy służyłem za przewodnika wycieczek rowerowych. Dawno tam nie byłem. Pora się wybrać. Ciekawie napisane.

    OdpowiedzUsuń
  8. O tym wątku historii nie słyszałam. Miejsce warte polecenia każdemu kto interesuje się choć trochę historią. Dzięki za artykuł!

    OdpowiedzUsuń
  9. Smutna historia. Szkoda, że to miejsce było tak długo zapomniane :(

    OdpowiedzUsuń
  10. Interesująca chociaż tragiczna historia...
    Pozdrawiam :)))

    OdpowiedzUsuń
  11. Wielka szkoda, że nie udał im się lot {*}

    OdpowiedzUsuń
  12. 80 lat temu przelecieć Atlantyk to już był nie lada wyczyn, jednocześnie szkoda, że lot nie zakończył się szczęśliwie.
    Pozdrawiam -:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo interesująca historia, przeczytałam od początku do końca :)

    OdpowiedzUsuń
  14. To był nie lada wyczyn szkoda że taki finał kolejna tragiczna historia można powiedzić ,,życie jest bardzo kruche,,piekny fotoreportaż serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  15. Znam to miejsce! Moi znajomi byli tam na Zlocie Krótkofalowców :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo interesująca historia. Nigdy o tych wydarzeniach nie słyszałem, więc tym chętniej przeczytałem Twój wpis na blogu.

    OdpowiedzUsuń
  17. W smutny i tragiczny sposób połączyła się historia dwóch przedwojennych i dwóch powojennych narodów...
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Trafiliśmy tam z mężem - można powiedzieć - całkiem niechcący. Miejsce bardzo czyste, pięknie położone, lotnicy śpią w ciszy...
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Mieszkam w Gorzowie szmat czasu i nawet nie wiedziałam ze w pobliżu jest takie miejsce! Zanotowuję i koniecznie odwiedzę. Może niedługo, bo w styczniu podczas wypadu do MRU.

    OdpowiedzUsuń
  20. Znam tą historię. Podczas wycieczki do Kowna przewodnik opowiadał nam o pilotach i o tragicznie przerwanym locie. Nawiasem, w Kownie jest pomnik ku czci Steponasa Dariusa i Stasysa Girënasa. Niestety o pomniku w Pszczelniku nawet nie wspomniał!

    OdpowiedzUsuń
  21. Na pobliskich drzewach do dzisiaj są ślady po wypadku.

    OdpowiedzUsuń
  22. Było blisko, szkoda, byłby to ogromny wyczyn. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Ta historia, której nie znałam, to idealny materiał na scenariusz filmowy. Jest w niej wszystko: bicie rekordu, śmierć, rozpacz, poszukiwanie prawdy i do dzisiaj nieodkryta tajemnica.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Tylko Ty potrafisz tak pięknie przekazać historie!
    W Kownie widziałam pomnik upamiętniający lotników litewskich Staponasa Dariusa i Stasysa Girenasa.
    Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń