Fragmenty mojego świata...

Fragmenty mojego świata...
stat4u

UWAGA

Źródła fotografii ; archiwum rodzinne, zdjęcia własne oraz zdjęcia użyczone mi przez znajomych; Annę, Kurta Mazura, współtowarzyszy moich eskapad : gorzowskiego fotoreportera Bogusława Sacharczuka (bs) , Mariusza oraz brata Toma; wszystkie publikuję na blogu za ich wiedzą i zgodą i zawsze są przeze mnie podpisane! Korzystam także ze zdjęć umieszczonych w Wikipedii i publikuję je z zachowaniem Licencji.

Wejść na bloga :

środa, 19 października 2011

Historia zapisana w dokumentach , rodzinnych wspomnieniach i pamięci


(dokumenty z arch. domowego)

Historia mojej rodziny po kądzieli sięga czasów, kiedy to Litwą rządził Książę Jan i nadał ziemię i szlachectwo rodzinie mojej babci i czasów powstania styczniowego, kiedy to wuj dziadka za udział w nim został wraz z bratem, ojcem i matką przepędzony na Litwę. Zbyt odległe to czasy i zbyt mała jeszcze wiedza moja, więc historię swoją zacznę od dnia 19 sierpnia 1917 roku.

Wtedy to, w ten letni dzień Józef ur. w roku 1891 poślubił o kilka lat młodszą od siebie pannę Marię, zubożałą szlachciankę. Ślub odbył się w miejscowości Żyżmory na Litwie.

Młodzi wydzierżawili gospodarstwo ogrodnicze, by siłą swych rąk zacząć zarabiać na siebie i swoją szybko powiększającą się rodzinę. Bóg obdarzył ich sześciorgiem dzieci.
Byli bardzo zgodnym małżeństwem i ogólnie szanowanym. Na gospodarstwie wiodło się im niezgorzej i tuż przed 1939 rokiem dzierżawę zamienili na własność.

Owego czasu w Żyżmorach mieszkali nie tylko Polacy. Obok w zgodzie i można zaryzykować w symbiozie żyli Litwini i Żydzi.

Wybuch II wojny światowej nie podzielił ich na gorszych i lepszych. Zrobili to Niemcy. Litwini wstępowali w szeregi niemieckich organizacji działających na Litwie oraz do niemieckiej armii. Polacy żyli w strachu, ale także walczyli... Moje dwie ciocie działały w opozycji, przenosząc i rozprowadzając ulotki nawołujące do walki z okupantem. A Żydzi...

Ciocie pamiętały dzień, kiedy Niemcy o świcie wyprowadzili Żydów z domów, ustawili ich parami na uliczce i potem rynsztokiem poprowadzili za miasto ... spod ich nóg słychać było plusk rozpryskującej się wody i uderzenia niemieckich butów o bruk jezdni.
Co się z nimi stało nie wiadomo do dziś. Można się jedynie domyślać...
Po - prawdopodobnie - dwóch dniach od tego wydarzenia w stodole na sianie babcia znalazła ukrywającego się żydowskiego młodzieńca. Miał ok. 20 lat. Był ranny. Nie mówił. Babcia zanosiła mu jedzenie i środki opatrunkowe. Któregoś dnia zniknął tak nagle jak się pojawił.

W styczniu 1945 roku moja rodzina znalazła się na liście do repatryjacji. Wyruszyli wagonami towarowymi tzw. bydlęcymi z przysłowiową jedną walizką w ręce do "nowej" i nieznanej Polski. Na początku lutego tego samego roku i dotarli na ziemie zachodnie wprost do Gorzowa. Zostali zakwaterowani w mieszkaniu przy ul. Grobla na parterze, przejmując - jak zapisano w dokumentach - 1 stół, 6 krzeseł, 1 bufet, 1 tapczan, 1 kanapę, 4 łózka z materacami, 1 biurko, 2 szafy, 1 szafę na książki, 1 fotel miękki, 2 krzesła kuchenne , 1 stolik kuchenny, 1 komodę oraz 2 kredensy kuchenne.

Jako, że dziadek zostawił na wschodzie gospodarstwo ogrodnicze to mieszkanie traktował jako tymczasowe. Chodził po mieście i szukał ogrodnictwa podobnego do tego, które zostało mu odebrane. W życiu często bywa tak, że szukamy czegoś co mamy pod nosem. Tak też było i w tym przypadku. Któregoś dnia skręcił z ul. Grobla w bok i... tam wypatrzył dom, szopę, szklarnię i ponad pół hektara ziemi.

Kilkanaście drzew owocowych i krzewów, a także winorośl na domu sprawiła, że dziadek znalazł nowe miejsce dla swojej rodziny. Do końca swojego życia był świadomy tego, że nie on, a za niego zdecydowano, gdzie ma mieszkać. Przez prawie 30 lat czuł się gościem w czyimś domu. Pozostawiony na strychu kuferek z ręcznikami opatrzonymi monogramami byłych właścicieli jego teraz domu stał nietknięty, tak jakby czekał aż ktoś się po niego zgłosi. Myślę, że w głębi duszy pragnął, by pozostawione przez niego osobiste rzeczy, tam daleko na Litwie były równie z czcią im należną traktowane.

Oficjalnie 12 czerwca 1946 roku Magistrat przydzielił rodzinie dom z ogrodem. Nastąpiła przeprowadzka. Najpierw Prezydium Miejskiej Rady Narodowej podpisało z dziadkiem umowę o dzierżawę i dopiero 27 kwietnia 1960 roku - po wymianie wielu dokumentów i udowodnieniu , że podobne mienie zostawił na Litwie - dziadek otrzymał Akt Nadania ziemi i nieruchomości.

Dzidek gospodarzył przez prawie 30 lat. Po jego śmierci w 1971 roku, ogród przejął nieformalnie mój tata i prowadził małe, na potrzeby rodziny ogrodnictwo aż do roku 1998. Wtedy zostaliśmy wywłaszczeni, a dom i ogród zajęty został pod budowę obwodnicy.

Domu i ogrodu już nie ma. Pozostały po nim dwa ślady. Zmruszały kamień i sosna, którą kiedyś posadził mój brat. Przejeżdżając, widzę tą samotną sosnę, która pnie się w górę i przypomina beztroskie lata. Oczami wyobraźni widzę dziadka, który w podartych na kolanach spodniach z małą koneweczką w ręku podlewa pierwsze sadzonki, widzę babcię w wiklinowym fotelu, widzę mamę, gdy odpoczywa pod drzewem papierówki, widzę tatę, który kosi trawę wczesnym rankiem. Widzę także moją córkę , która bawi się z kotem, psem i ucieka przed kurami...

(Wspomnień cd. nastąpi)

24 komentarze:

  1. Losy wielu Polaków - wieczna poniewierka

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawy , osobisty i momentami wzruszający wpis Meg...Nie wiem doprawdy jak go skomentować....

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetnie i ciekawie opowiedziane Meg!
    Pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Rodzina mojego męża pochodzi z Kresów z wioski nieopodal Wilna, została RÓWNIEŻ przesiedlona. Od dziecka słuchał historii o transporcie, o tym jak było na Kresach. Opowiadała głównie jego babcia. Ja wiem niewiele tyle co z opowiadań męża. Moja rodzina nie była przesiedlana. Pochodzi spod Warszawy.
    Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  5. Historię swojej rodziny znam piąte przez dziesiąte. Wiem, że wuj zajął się kiedyś szukaniem korzeni ale ledwie zaczął - zmarł i z tego co mi wiadomo nikt nie kontynuuje jego poszukiwań.

    OdpowiedzUsuń
  6. A moja od strony taty z Grodna. Byli zwyczajnymi ludzmi. Dziadek mial kuźnię a babcia była praczką i mieli aż 8 dzieci w tym dwoje umarło na gruźlicę . Od strony mamy z wioski pod Tarnopolem. Byli zwyczajnymi chłopami i mieli szóstę dzieci - same dziewczyny
    A Ty to jakby szlachcianka po babci jesteś -;))
    Super opowiadanie Meg.

    OdpowiedzUsuń
  7. ...LOLEK , "trochę" szlachcianką jestem, chociaż bez prawa używania herbu ...pradziadek mój ze dziadka tata, co wynika z ostatnich poszukiwań prawdopodobnie miał majątek i prawdopodobnie także szlachcicem był, o tym jednak nie pisałam w poście, bo to jest dopiero w fazie potwierdzania...

    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekawy wpis...

    OdpowiedzUsuń
  9. Rodzina taty pochodzi z Podlasia , a mamy z Lubelszczyzny .Oboje rodzice urodzili się po wojnie w Polsce. Moja mama z tatą spotkali się na studiach w Krakowie, pobrali się i zamieszkali w Kraku.

    OdpowiedzUsuń
  10. Temat postu bardzo ciekawy. Pokazuje czas niełatwy i bolesny . Przeczytałabym z ogromną chęcią inne wspomnienia .
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Poruszyłaś ciekawą historię,bardzo interesujące miłego dnia życzę i wszystkiego dobrego, pozdrawiam

    http://zawszelkacene.blog.interia.pl/

    OdpowiedzUsuń
  12. Z dziada pradziada moja rodzina mieszka na terenach środkowej Polski. Z Litwy pochodzi rodzina mojego męża, a konkretnie babcia z dziadkiem z samego Wilna. Kilka lat temu byłam tam z teściową i mężem.
    Meg tak daleko jak Ty moja genealogia nie sięga. Nikt nie szuka po prostu, ale jestem ciekawa co by to szukanie ujawniło.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  13. Roman Kłosowski19 października, 2011

    Meg!
    Nie wiedziałem, że historią swojej rodziny również się zajmujesz. Zaskoczyłaś mnie.
    Serdeczności i ukłony przesyłam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Żal mi się zrobiło. Że straciliście coś co od tylu lat pielęgnowaliście. Że w tym momencie zostały Ci tylko piękne wspomnienia... których jakby nie patrzeć nikt nie zabierze! Tak jak uczyniono z ziemią.
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Dziadkowie pochodzą z Hancewicz na Białorusi. Rodzina tj. dziadek został z rodzina rozdzielony w 1945 roku na postoju pociagu do Polski i pomimo poszukiwań naszych na ten czas nikt się do nas nie odezwał. Nie tracimy wiary. Pewnie nie żyje jak babcia ale szukamy. Z drugiej strony rodzina mamy była kompletna i z Wołynia repatriowali ich do łoddzkiego. Okrutny los dotknął nasze rodziny.
    Pozdrawiam panią.
    Renia Zaleska zd. Ignatewicz

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo ciekawa i zajmująca historia. To straszne ile twój dziadek i cała rodzina przeszliście.

    OdpowiedzUsuń
  17. Temat kresowiaków i wątek przesiedleńcy jest bardzo ciekawy w każdym wydaniu. Moi jechali ponad dwa tygodnie jak bydło..dotarli do okolic Warszawy a w późniejszym okresie do samej Warszawy. Byli ze Lwowa. Babka płakała gdy gdzieś wspomniano o Lwowie...
    Ladnie napisane wspomnienie Meg i ten wątek żydowski...aż łzy się kręcą.

    OdpowiedzUsuń
  18. Świetny post Meg.Jestem ciekawa dalszych kolei losu Twoich bliskich. Mam u siebie wnuczkę i czas mi się skurczył. Tym razem piszę więc krótko choć temat bardzo interesujący..Pozdrawiam Cię serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  19. Meg moja pochodzi tak jak Twoja z Litwy.
    POZDRAWIAM ZNAD WELTAWY

    OdpowiedzUsuń
  20. Ciekawy temat Meg.Cos nowego sie dowiedziałam.

    OdpowiedzUsuń
  21. Jasne to historia której młodzi nie znają , a najstarsi często potęsknują za Kresami . Przykładowo moja teściowa. Była 10 latką kiedy wywieźli ją z Kresów. Bardzo dobrze Meg, że o tym ważnym aspekcie naszej historii piszesz. Bardzo dobrze!

    Pozdrówka Meg!

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja aż takich szczegółów z opowiadań babci i dziadka nie znam, dziadek zmarł jak miałam dziesięć lat, ale pamiętam, że uwielbiałam przychodzić do Niego do pokoju, a On mi opowiadał, opowiadał....
    Czekam z niecierpliwością na dalszą część...

    Pozdrawiam ciepło:-)

    OdpowiedzUsuń
  23. Mało mam pamiątek po dziadkach. Ci, ze strony mamy, zostali repatriowani z Wilna. Zostały nieliczne dokumenty i ustne przekazy, jak to żyło im się na wileńskim Antokolu... Jak blisko mieli do Ostrej Bramy i cmentarza Rossy...
    Z dziadkami ze strony ojca w Wielkopolsce, właściwie nigdy nie było żadnego kontaktu - tak wyszło... Mieszkam w domu, który zasiedlili rodzice Mamy w 1945 roku. To było mieszkanie pokoleniowe... Po latach wspomina się ulubione miejsce wypoczynku dziadka w przydomowym ogródku, warsztat do majsterkowania w piwnicy... Teoretycznie sytuacja,której pozazdrościłby każdy. Niestety w miejskim zbiorowisku jest tak, że zawsze znajdzie się ktoś, kto psuje i zatruwa życie. Ja mam takich pokoleniowych sąsiadów, którzy od zawsze siali ferment i niepokój. Jestem trzecim pokoleniem w tym domu i kolejnym, które musi zmagać się z tym problemem. Cóż skutek uboczny...

    OdpowiedzUsuń