Fragmenty mojego świata...

Fragmenty mojego świata...
stat4u

UWAGA

Źródła fotografii ; archiwum rodzinne, zdjęcia własne oraz zdjęcia użyczone mi przez znajomych; Annę, Kurta Mazura, współtowarzyszy moich eskapad : gorzowskiego fotoreportera Bogusława Sacharczuka (bs) , Mariusza oraz brata Toma; wszystkie publikuję na blogu za ich wiedzą i zgodą i zawsze są przeze mnie podpisane! Korzystam także ze zdjęć umieszczonych w Wikipedii i publikuję je z zachowaniem Licencji.

Wejść na bloga :

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Johann Gottlieb Hermann Paucksch i jego (nieistniejące dziś ) imperium


"...dziesięcioma zdrowymi palcami, z trzema markami kapitału zakładowego, z jasną głową i niespożytą wytrwałością i wolą..." te słowa Johanna Gottlieba Hermanna Pauckscha, skierowane do syna, Hermanna juniora są odpowiedzią na pytanie jak J.G.H Paucksch stworzył swoje imperium.




Johann Gottlieb Hermann Paucksch urodził się 13 kwietnia 1816 roku w Landsbergu (od 1945 roku, Gorzów). Przeżył tu 83 lata, umarł 5 maja 1899 roku, w trzy lata po ufundowaniu przez siebie fontanny na Starym Rynku.
Jego rodzicami byli Johann Gottlieb Paucksch z zawodu mistrz tokarski oraz Dorothea z domu Jabelt.
Dzieciństwo i młodość późniejszego fabrykanta wcale nie były łatwe. Wychował się w skromnych warunkach. Jego edukacją zajmował się wuj, z zawodu rymarz, który szybko poznał się na talencie chrześniaka. W Landsbergu zdobył zawód mosiążnik, po czym wyjechał do Berlina. Zatrudnił się w Fabryce Maszyn Braci Freud jako tokarz.
Nie zabrakło mu czasu na naukę. Uczył się w każdej wolnej chwili, co zaowocowało zdobyciem nowego fachu, mistrza - konstruktora maszyn. Swoją postawą, zaangażowaniem i zdolnościami zwrócił uwagę Johanna Heinricha, najmłodszego z braci Freund, który za kilka lat stał się wspólnikiem Pauckscha.
W roku 1842 młody Pausksch wraca do Landsberga i żeni się z Mathilde Louise z domu Brunkow, córką kupca. Ma z nią ośmioro dzieci. Rok po śmierci swojej pierwszej żony, w roku 1855 żeni się ponownie z Anną Karoliną z domu Schröter, córką pastora z Kłodawy. Z tego małżeństwa na świat przychodzi pięcioro dzieci. Dwóch synów później będzie miało niemały wpływ na rozwój firmy ojca.
Pierwszą swoją firmę zakłada w roku 1842. Pierwszy jego warsztat mieścił się przy obecnej ulicy Hawelańskiej, potem w 1846 roku przenosi go na Zawarcie.
W latach 1850/1860 wspólnikiem Pauckscha zostaje Johann Heinrich Freund. Występuje on z berlińskiej firmy Bracia Freud i aż do swojej śmierci w roku 1868 razem prowadzą firmę w Landsbergu o nazwie Paucksch$Freund.
Rok 1870 wiąże się z modernizacją i przebudową fabryki. W tym że roku Paucksch wypuszcza na rynek swój setny kocioł parowy. Za trzy lata będzie mógł pochwalić się pierwszym tysiącem. Ogółem w fabryce wyprodukowano 12.000 szt. kotłów wodno-rurowych. Na światowej wystawie w Paryżu w 1871 prezentuje swoje wyroby i zdobywa Grand Prix.
W roku 1884 jego syn Hermann Johann Heinrich obejmuje stanowisko dyrektora do spraw technicznych i w roku 1885 zdobywa pierwszy swój patent na kotły płomienicowe i falowo-stopniowe oraz rozpoczyna produkcję silników gazowych. Drugi syn, Otto współtworzy z ojcem fabrykę, jednak po 12 latach wycofuje się i zostaje rentierem.
Johann Gottlieb Hermann Paucksch odchodzi na emeryturę. Od pracowników otrzymuje prezent. Jest to figura przedstawiająca kowala z XIX wieku.




Pod koniec XIX wieku Hermann Paucksch junior buduje stocznię, którą rozbudowuje w latach 1910/1911. W 1901 roku wodowany zostaje pierwszy statek pasażerski. Jest to statek śródlądowy zamówiony przez Poznań , elegancki, reprezentacyjny i nowoczesny. W swojej stoczni Hermann Paucksch junior buduje również między innymi pchacze. Ostatni taki pchacz schodzi z pochylni w 1937 roku. Ogólnie wybudował ok. 70 statków, holowników i pchaczy.
W czasie I wojny światowej fabryka zajmuje się już wykonywaniem zamówień na cele wojskowe. Podupada. 

W roku 1923 decyzją Zgromadzenia Ogólnego Akcjonariuszy majątek zostaje przekazany spółce akcyjnej ( Budowa Maszyn i Urządzeń) ze Zgorzelca a w 1926 następuje sprzedaż Oddziału Landsberg, tym samym kończy się pewna epoka.
Produkcja Zakładów Pauckscha obejmowała : kotły parowe lądowe i okrętowe, maszyny parowe, kotły do lokomobili i lokomotyw, silniki gazowe oraz diesla , urządzenia gorzelniane, suszarnie ( do ziemniaków), statki parowe, statki z silnikami diesla, urządzenia wodociągowe. Dodać należy również, że w posiadaniu była również kopalnia węgla brunatnego ( okolice rz. Srebrna) i cegielnia.
Co pozostało dziś po imperium Pauckcha? Willa przy ulicy Wał Okrężny
wybudowana w latach 1875/1876 oraz Fontanna na Starym Rynku
Maszynę parową i cokół pomnika, na którym stało do roku 1941 popiersie Johanna Gottlieba Hermana Pauckscha możemy oglądać przy Spichlerzu.




W listopadzie 2014 roku gościem i zarazem prelegentem wykładów organizowanych  przez Bibliotekę im. Herberta w Gorzowie był prawnuk J. G. H. Pauckscha, Wolfhart Paucksch.



Wcześniej nasze miasto odwiedził w 1997, w  listopadzie 2002 i w roku 2007.

(Fot. 2 i 4 Bogusław Sacharczuk, za pisemną zgodą na publikację, fot. 3 własne)

2 komentarze:

  1. KOMENTARZE PRZENIESIONE Z BLOGU NA WP


    dodano: 15 grudnia 2014 15:40

    Świetny tekst!
    autor: sa
    dodano: 05 grudnia 2014 9:38

    Był, minął a jednak trwa...
    autor: Wanderwarwanderwar
    dodano: 05 grudnia 2014 6:11

    A więc dzięki niemu w mieście zaczął się wiek pary i żelaza...
    Pozdrawiam :))
    autor: DaabDaab
    dodano: 04 grudnia 2014 10:07

    Jedna myśl przychodzi mi do głowy, po przeczytaniu tego posta: Chcieć to móc!
    autor: agulec/polskawkawalkach.blogspot.com/
    dodano: 03 grudnia 2014 6:27

    Bez egzaltacji przyznaję, że zrobił wielką rzecz a mianowicie produkcja maszyn parowych pozwoliła na przejście z produkcji manufakturowej na fabryczną i to był niewątpliwie jego sukces. I chociaż nie ma już bezpośrednich świadków i uczestników jego historii to pośrednio wciąż jest obecny w waszym mieście. Szacunek!
    autor: Zaradnywww.zaradni.pl
    dodano: 03 grudnia 2014 6:16

    Życiorys godny scenariusza filmowego :))
    Czekam na opisy fontanny i wilii.
    Pozdrawiam :))
    autor: Daria/dariaad12.blogspot.com/
    dodano: 02 grudnia 2014 18:19

    Od tokarza do fabrykanta - jak w amerykańskim śnie :)
    Do miłego :)
    autor: Basia/basulapp.blogspot.com/
    dodano: 02 grudnia 2014 12:35

    Cokół jest. Wystarczy odnowić, ustawić na nim popiersie fabrykanta i postawić na dawnym miejscu. Moim zdaniem zasłużył! A i trudności nie widzę. Nowy prezydent , nieskostniały jest szansą na realizację pomysłu. I tu kończę - zostawiam do przemyślenia - bo wiem, że Gorzów społecznikami (że tak się wyrażę) stoi.
    Pozdr.
    autor: [...][...]
    dodano: 02 grudnia 2014 12:24

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bombowa opowieść. Czytało się ciekawie! Wiesz, zastanawiało mnie co to stoi przy muzeum...Już teraz wiem - cokół po pomniku!
      Pozdrawiam :))
      autor: Oliwiaoli669
      dodano: 02 grudnia 2014 7:55

      Myślę,że Paucksch byłby niezmiernie wdzięczny Gorzowianom za to, że pamiętają, że piszą o nim i że przyjmują jego prawnuka tak często. Nie wiem czy byłby dumny z tego co pozostało. Nie jestem z Gorzowa więc nie wiem ale pewnie nie...
      Pozdrawiam :))
      autor: Wera/wera43.blogspot.com/
      dodano: 02 grudnia 2014 5:53

      Praca, nauka, osobowość to przepis na sukces!
      autor: .1
      dodano: 01 grudnia 2014 19:08

      Widziałam maszyny parowe w Opatówku. I zacytuję ze strony muzeum " Najstarszą jest maszyna z 1873 r. firmy ;"H. Paucksch und Freund" z Gorzowa Wielkopolskiego ( przed 1945 r. Landsberg), którą pozyskano z gorzelni w miejscowości Lewków koło Ostrowa Wielkopolskiego". Zwiedzając muzeum - kilka lat temu - nie wiedziałam, że znajdę ten blog, i że tu przeczytam o twórcy jednej z tych maszyn. Życie - w tym wypadku strasznie się ciesze - umie zaskoczyć w najmniej spodziewanych momentach :)
      Dziękuję za ciekawa biografię!!!
      Pozdrawiam :)
      autor: Lena/lena51.blogspot.com/
      dodano: 01 grudnia 2014 16:05

      Czyli był człowiekiem renesansu epoki XIX wieku... Szkoda, faktycznie, że niewiele z tego pozostało...
      Pozdrawiam :))
      autor: Kasiak/kasiak65.livejournal.com/
      dodano: 01 grudnia 2014 13:42

      Kiedyss , mialem pomysl , zeby popiersie stanelo przed Nowa Park, Mozna powiedziec , ze na swoim miejscu ,
      gdzie stalo przed wojna . Moze kiedys ktos wroci do pomyslu .
      autor: B.
      dodano: 01 grudnia 2014 13:09

      To najlepiej napisana biografia Pauckscha jaką czytałem.
      Gratuluję! Pozdrawiam!
      autor: Arturwspak25.blogspot.com
      dodano: 01 grudnia 2014 13:08

      Od biednego do milionera...
      Naprawdę przykro, że pozostało po jego "biznesie" niewiele. Przykro!
      autor: SaveSave
      dodano: 01 grudnia 2014 13:03

      Ależ ciekawy wpis. No, no, no:))) Nic o tych ludziach i ich historii , nie wiedziałam. Znacznie więcej wiem o warszawskich fabrykach. Ale to nie należy do tematu. Super post, naprawdę!
      Pozdrawiam:)
      autor: ozonJakoś
      dodano: 01 grudnia 2014 11:31

      "...dziesięcioma zdrowymi palcami, z trzema markami kapitału zakładowego, z jasną głową i niespożytą wytrwałością i wolą..."
      NIC DODAĆ! Mam wielki szacunek do takich ludzi!
      Ciekawy tekst.
      autor: Madzia/magdziafilmowo.blogspot.com/
      dodano: 01 grudnia 2014 11:26

      Ciekawa postać. Miłe, że Gorzów pamięta i gości teraz prawnuka przedsiębiorcy.
      Pozdrawiam :)
      autor: MajKajakmajeczka.blogspot.com
      dodano: 01 grudnia 2014 11:00

      Na jakimś archiwalnym zdjęciu widziałem pomnik Pauckscha. Słyszałem, że w 1941 r. ściągnięto popiersie z postumentu aby przeznaczyć je na potrzeby wojenne czyli wiadomo co. To niepowetowana moim zdaniem strata. Przydałoby się według archiwaliów odtworzyć pomnik i postawić go w miejscu pierwotnym czyli obok mostu na lewym brzegu Warty.
      Świetnie napisana biografia i świetne zdjęcia!
      autor: RastaRasta

      Usuń