Fragmenty mojego świata...

Fragmenty mojego świata...
stat4u

UWAGA

Źródła fotografii ; archiwum rodzinne, zdjęcia własne oraz zdjęcia użyczone mi przez znajomych; Annę, Kurta Mazura, współtowarzyszy moich eskapad : gorzowskiego fotoreportera Bogusława Sacharczuka (bs) , Mariusza oraz brata Toma; wszystkie publikuję na blogu za ich wiedzą i zgodą i zawsze są przeze mnie podpisane! Korzystam także ze zdjęć umieszczonych w Wikipedii i publikuję je z zachowaniem Licencji.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kolej. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kolej. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 maja 2017

Na skraju historycznej Wielkopolski

Nad dawnym Jeziorem Miejskim (dziś Kuchennym), nad rzeką Wartą w malowniczej Kotlinie Gorzowskiej, położony jest wielkopolski Międzychód.


Nazwa miasta najprawdopodobniej wywodzi się z określenia "chodzić między brodami" ( „mezi chodami”) Pełny zapis nazwy miasta po raz pierwszy pojawił się w 1378 r. jako Meczichod.. Nie zachował się żaden dokument o lokacji miasta. Domniemywać można, że lokowane było przez rokiem 1400, do połowy XV w. należało do Grzymalitów, potem Ostrorogów, a od końca XVI w. do rodziny Unrugów. W wyniku II rozbioru Rzeczypospolitej w 1793, miasto przeszło w posiadanie Prus. Do 4 września 1939 roku funkcjonowało jako najdalej wysunięte na zachód miasto II Rzeczypospolitej. Granica III Rzeszy oddalona była zaledwie o 4 km. W czasie II wojny światowej w latach 1939-1941 z miasta wysiedlono większość Polaków do Generalnego Gubernatorstwa, a w zamian sprowadzono Niemców w ramach akcji kolonizacyjnej Heim ins Reich (Powrót do Rzeszy) Wielu mieszkańców zginęło w miejscach kaźni.W roku 1944 z polecenia Hermana Goeringa w Międzychodzie została zorganizowana placówka Instytutu Fizjologiczno-Biologicznego, w której według jednej z hipotez miała być produkowana broń biologiczna. Problemy z organizacją sprzętu laboratoryjnego uniemożliwiły Niemcom rozpoczęcie zaawansowanych działań badawczych i ewentualnej produkcji przed wkroczeniem wojsk radzieckich. 19 stycznia 1945 roku niemiecki burmistrz zarządził ewakuację miasta.Po II wojnie światowej do 1975 roku Międzychód znajdował się w granicach województwa poznańskiego, następnie gorzowskiego, a od 1999 roku pozostaje w granicach województwa wielkopolskiego.

Najstarsza część miasta, z okresu lokacji, skupia się wokół kwadratowego Rynku położonego pomiędzy jeziorem i rzeką Wartą. Dawny acz do dnia dzisiejszego czytelny tzw. wrzecionowaty układ urbanistyczny wytyczają typowe, wąskie uliczki oraz niska zabudowa.


Ozdobą Rynku jest piękna współczesna fontanna przedstawiająca rybaka odpoczywającego pod gruszą. Rzeźba nawiązuje do rybackiej przeszłości miasta. Grusza natomaist odwołuje się do niemieckiej nazwy Bimbaum (grusza) i herbu miasta.



W narożniku międzychodzkiego Rynku odnajdujemy architektoniczną perełkę. Jest nią pochodząca z wieku XX  eklektyczna kamienica o zróżnicowanej bryle architektonicznej.



W budynku działał reprezentacyjny hotel z restauracją, który otrzymał nazwę „Pod Białym Orłem”. Jego mury pamiętają Polę Negri i Juliusz Osterwę, którzy tu zatrzymywali się podczas gościnnych występów. Obecnie kamienica nr 11, która nie jest już hotelem, oczekuje na remont i nowe przeznaczenie. Prywatny budynek został objęty ochroną konserwatora zabytków w 2001 roku.


U zbiegu ulic Kilińskiego i 17 Stycznia znajduje się tzw. Laufpompa.  Owa historyczna pompa stała się bohaterką hasła promocyjnego - "Międzychód - miasto z pompą"



Wypływa z niej mineralna woda siarczkowa nie ustępująca tym z Buska Zdroju. Owe źródło artezyjskie odkryte zostało w 1912 roku przez Boleslausa Raczkowskiego, podczas zleconych przez magistrat prac wykopania studni. Ozdobna żeliwna pompa "wydobywa" wodę z głębokości 90 metrów. Od 105 lat mieszkańcy miasta korzystają z jej dobrodziejstw: magnezu, jodu i siarki.


Nieco dalej znajduje się sympatyczny pomnik osiołka. Wóz i dwie kany na mleko nie znalazły się tu przypadkowo. Zaprzężony przez opiekuna, a zarazem właściciela mleczarni, pana Masicę do wozu osiołek codziennie rano przywoził z pobliskiego Muchocina mleko, z którego mleczarz wyrabiał najlepsze w okolicy sery twarogowe. Po rozładunku kłapołuch sam wracał do domu. Czasem towarzyszył mu drugi osiołek. Oba były bardzo lubiane przez mieszkańców. Pozwalały się poklepać, pogłaskać. Stały się żywymi maskotkami miasta i jako goście honorowi uczestniczyły w każdej miejskiej imprezie. Figurę ustawiono w 2012 roku.


Kilka ciekawostek:

110 lat tradycji wiąże miasto z marką "Międzychód" znaną nie tylko w Wielkopolsce. Przetwórnia oferuje soki, dżemy, marynaty oraz dania gotowe. Uwaga - wszystkie bez konserwantów i ulepszaczy.



Z Międzychodem swoje życie związała Rodzina Tietz , która była założycielem sieci handlowej "Hertie".  Więcej w moim artykule -->Rodzina Tietz - ojcowie pierwszych supermarketów w Niemczech i Europie


Od pięciu lat, zawsze w sierpniu, Międzychód ( podobnie jak w maju Wolsztyn) organizuje "Paradę Lokomotyw"...



niedziela, 24 kwietnia 2016

Muzeum Parowozowni Wolsztyn

Na terenie parowozowni Wolsztyn (woj. wielkopolskie) mieści się muzeum. Wiedzą o nim przede wszystkim sympatycy kolei przybywający do Wolsztyna na coroczne, odbywające się od dwudziestu trzech lat, majowe "Parowozowe Show", zaś turyści zwiedzający miasto rzadko tam trafiają, ponieważ tylko nieliczne przewodniki o nim wspominają, a jeśli już to czynią to lakonicznie. A szkoda, bo to niewielkie, składające się z dwóch sal muzeum zasługuje na uwagę.


Nim porwie nas zbiór unikatowych pamiątek związanych z koleją, warto zdać sobie sprawę, że miejsce, w którym muzeum się znajduje jest jedyną czynną parowozownią w Europie (zbudowaną w 1907 roku) , z planowym ruchem pociągów, z obrotnicą i urządzeniami, które przetrwały ponad wiek i mającymi bezsprzecznie wielką wartość historyczną. Na potrzeby muzeum zaadaptowano budynek po kolejowej noclegowni. 


"Ozdobą" jednej z sal wystawienniczych jest diorama przedstawiająca wycinek stacji Wolsztyn o długości ok. 2,70 m. obejmująca parowozownię i przyległy układ torów. Makietę wykonano w skali HO (1:87) tzn. , że każdy element w naturze pomniejszono 87 razy na makiecie. Wszystkie elementy wykonano bardzo dokładnie, plastycznie i nomem omen modelowo. Użyto najlepszych komponentów modelarskich i wiele naturalnych w tym np. naturalny węgiel, przesiany piasek, żużel z popielnika parowozu. Zieleń wykonano z odpowiednio preparowanych traw i krzewów naturalnych. Podświetlane piece ogrzewcze, palenisko kowalskie, kanały naprawcze, wyposażenie warsztatu i wieży wodnej odwzorowane w najdrobniejszych szczegółach robią niemałe wrażenie. Dopełnieniem makiety są "pracujące" na niej parowozy, w tym jeden na obrotnicy.


Wzrok przyciąga również zbiór modeli kolejowych eksponowanych w gablotach, różnych konstrukcji i producentów.


Druga sala wystawiennicza ma charakter historyczny. 


Do najciekawszych eksponatów należą: oryginalny plan rozbudowy parowozowni – zatwierdzony w roku 1909 przez Królewską Pruską Dyrekcję Kolei Państwowej, szybkościomierze stosowane na parowozach, zbiór torowych latarni sygnałowych, zbiór stempli z zamkniętych stacji kolejowych na liniach wokół Wolsztyna. Znajdują się tu ponad to eksponaty służby ruchowo – handlowej w tym wyposażenie biura zawiadowcy i kasy biletowej .


Zebrano tu także elementy wyposażenia parowozów, dokumenty, stemple biur parowozowni, urządzenia łączności, wyposażenia przejazdów kolejowych, nastawni, układów szyn i lamp. 



Żeby w pełni docenić wartość edukacyjną eksponatów muzealnych powinno się znać historię kolei wielkopolskiej oraz węzła wolsztyńskiego, i w pewnym sensie techniki. Dla przeciętnego zwiedzającego jednak wystarczy różnorodność i zakres prezentowanej kolekcji, aby cofnąć się w czasie...

(Fot. Mariusz)



Uwaga : 30 kwietnia 2016 roku na terenie parowozowni odbędzie się XXIII Parada Parowozów - (program)

Zainteresowanych odsyłam do moich relacji z wolsztyńskich parad :


"Sentymentalne spotkania z parowozami, które mają duszę"








"Coś takiego można zobaczyć tylko w Wolsztynie"








"Para - buch, koła - w ruch"










środa, 29 kwietnia 2015

"Para - buch, koła - w ruch"

"A dokąd? A dokąd? A dokąd?..."

Jedyna w Europie czynna parowozownia przyciąga do Wolsztyna (Wielkopolska) w każdy pierwszy weekend maja miłośników kolei z całego świata. Przyjeżdżają Niemcy, Francuzi, Anglicy...Nierzadko Australijczycy i Japończycy. Tu znajdują to czego nie mają u siebie - parowozy.

W Wolsztynie 1996 roku mieszka Anglik, Howard Jones, który zakochał się w polskich "ciuchciach" i  wypromował  je. Howard Jones za ratowanie polskich zabytków na torach otrzymał w 2006 roku od królowej Elżbiety II Order Członka Imperium Brytyjskiego -  Member Of The British Empire.

W 1999 roku powstała także strona internetowa parowozy.com, której właścicielem jest Pan Wojciech Lis, wielki miłośnik parowozów. 


"Stoi na stacji lokomotywa; Ciężka, ogromna..."

Potężne i piękne. Majestatyczne, kopcące dymem i buchające parą.  Gwiżdżące i syczące niczym wielkie smoki. Bez śladu diesla czy elektryfikacji. Lokomotywy na parę, przyjeżdżają m.in. z Niemiec, Czech, Słowacji, Węgier, z Jaworzyny Śląskiej Chabówki. Tego dnia spotykają się z wolsztyńskimi parowozami na wolsztyńskich torach,  aby uczestniczyć w organizowanym od 21 lat Parowozowym Show.



"Stoi i sapie..."

Każdy parowóz to zabytek. Najcenniejszym jest  parowóz Pm36-2 z 1936 roku, użyczony przed laty Wolsztynowi przez Muzeum Kolei w Warszawie. Jest to jeden z dwóch parowozów skonstruowanych przez Polaków i wyprodukowanych w fabryce w Chrzanowie. I jedynym zachowanym! W 1937 roku, na wystawie techniki w Paryżu PM36-2  zdobył złoty medal. Parowóz jest także najpiękniejszym zabytkiem. Miłośnicy kolei nadali mu przydomek "Piękna Helena".
Więcej przeczytasz tu 



"I koła turkocą, i puka, i stuka..."

Majówka w Wolsztynie staje się magiczna. Zatrzymuje czas. Buchające, gwiżdżące i zasnute parą parowozy można nie tylko zobaczyć z daleka.




 Można je dotknąć, wsiąść do nich,



Można obserwować ich obrządzanie, a także zajrzeć im w duszę.


I zwiedzić ponad stuletnią lokomotywownię



 Parowozy podczas swego święta prezentują się nie tylko na torach stacyjnych czy w jeździe indywidualnej i  parami. Na koniec połączone w jeden skład.



 Parowozownia i majowe show ściągają tłumy. Pasjonaci ustawiają się wzdłuż torów, na nasypach i wszelkiego typu sztucznych wzniesieniach.



 Obwieszeni aparatami bądź kamerami rejestrują malownicze "ciuchcie".



 "...by zdążyć na czas"
Parada rozpocznie się w sobotę, 2 maja o godzinie 15.00. Wieczorem, o godzinie 21.45, parowozy wezmą udział w specjalnie przygotowanym na tę okazję spektaklu „Światło, dźwięk i para".



 W tym roku współorganizatorem muzyczno - świetlnego widowiska jest Radio Merkury.



(Fot. Bogusław Sacharczuk, Mariusz i własne;arch. 2005-2012)

piątek, 6 marca 2015

"Szlakiem Połamanych Semaforów"


Minione lata pozostawiły w niemal każdym rejonie naszego kraju stacje kolejowe. Zamknięte, opuszczone, przeznaczone do rozbiórki.  Niczym ruiny opuszczonych zamczysk znaczą krajobraz.


Jesteśmy  świadkami tego, jak szybko odchodzi w przeszłość epoka niegodna, a może godna zapomnienia.  

Gdzie nie ma już nic, gdzie nikt nie chce wejść ani postawić kroku. Bo nikt nie poderwie się, nie roztworzy drzwi i nie uciecze pociągiem dokądś naprzód...


Tory to charakterystyczny element pejzażu, kiedyś stanowiące świat odrębny,  dziś prowadzące donikąd...Są jak świat przyśrubowany do żwiru.



Cichy smutek ogarnia rozbrykane, kolorowe niegdyś semafory. Porzucone ofiary tych "co na górze"...panów i rozkazodawców.



Życie w pokolejowym krajobrazie nie zawsze umiera. Czasem tylko zmienia charakter. Zostały jeszcze niektóre ślady dawnej okazałości, nad którą ktoś się "wziął i zlitował". Są jak wodorosty, jak długie żyły, które mimo wszystko wykwitają na powierzchni.



Widok nieczynnych stacji przyprawia o smutek.  Nie służą już do niczego. W pobliżu wzniosły  się „hałdy” potrzebnych niegdyś cegieł i szyn.



Gdzieniegdzie rozerwały je deszcze i burze na części . Tu i ówdzie poprzerzynały obszar jak krwawe rany zmaltretowanej ziemi...












(Fot. pochodzą z wystawy  z 2008 roku pt. "Szlakiem Połamanych Semaforów, Autor Bogusław Sacharczuk)

poniedziałek, 13 października 2014

Gorzowska estakada kolejowa; stulatka w kiepskiej formie


Wzniesiona w latach 1910-1914 jest najstarszym, a zarazem najdłuższym zabytkiem tego typu w Polsce i Europie.
Zanim jednak doszło do jej wybudowania ...



Pierwsze tory kolejowe biegły obecną ulicą Spichrzową widoczną na wyżej zamieszczonym zdjęciu. (z początku była to linia jednotorowa,drugi tor wybudowano w 1864 roku). Tak posadowione tory aż 9 razy krzyżowały się z ruchliwymi ulicami, co stwarzało utrudnienia w komunikacji w mieście, jak również między lewobrzeżną a prawobrzeżną częścią miasta. Rogatki kolejowe przy ulicy Mostowej, tuż za wjazdem na most kołowy zamykane były 35 razy na dobę co powodowało wstrzymanie ruchu na kilka godzin dziennie. Na skrzyżowaniu ulic tuż za mostem dochodziło też do licznych i nierzadko groźnych kolizji.

Utrudnienia i coraz większy ruch spowodował, że pojawił się pomysł przeniesienia torów kolejowych poza obręb miasta. Wiązało się to jednak z dużymi nakładami i stratami dla miasta, dlatego pomysł nie został zrealizowany. Rozwiązaniem było wyniesienie torów na estakadę. Plan taki po raz pierwszy pojawił się w 1906 roku, ale musiały minąć trzy lata aby go wprowadzić w życie. W dniu 25 września i 8 października 1909 roku miasto podpisało umowy z Dyrekcją Kolei Wschodniej w Bydgoszczy. Dotyczyły one „przebudowy układu torowego w mieście". Prace rozpoczęto w grudniu 1910 roku. Budowę estakady zaczęto od podniesienia peronów w obrębie dworca i wielu wyburzeń budynków przy sąsiadującej z dworcem ulicy Nadbrzeżnej.
Na jej posadowienie ówczesne niemieckie ministerstwo kolei przeznaczyło 5 milionów marek. Miasto wniosło grunt o wartości 735 tysięcy marek, a rząd krajowy dofinansował budowę w wysokości 500 tysięcy marek.
Budowę estakady o długości 2 km i 116 metrów zakończono w kwietniu 1914 roku, z wyjątkiem  niewielkiego odcinka między ulicą Młyńską a ujściem rzeki Kłodawki – odcinek ten dokończono w czasie wojny. Wiadukt oddano do użytku dopiero w dniu 15 października 1914 roku. Opóźnienie spowodowane było dużym ruchem pociągów związanym z rozpoczęciem działań wojennych.
Ciekawym elementem wiaduktu są przęsła z przejazdami i nisze, doskonale widoczne na pocztówce z początku wieku XX.



Nisze były wielokrotnie zabudowywane i wybijane.



Wykorzystywane były głównie jako magazyny, tanie jatki, w dwóch z nich urządzona była żołnierska kuchnia. Później nisze opanowały wszelkiego rodzaju sklepy.



W latach 70 dwudziestego wieku przebudowano część estakady. Wzniesiono stalowy wiadukt nad drogą kołową w miejscu przeprawy na most, tym samym ułatwiając przejazd dla aut ciężarowych popularnie zwanych TIR.



W latach 1977-1978 w celu zwiększenia skrajni dla równoczesnego zapewnienia przejazdu po obu torach estakady, dokonano rozsunięcia na zewnątrz osi torów na odcinku od dworca osobowego do posterunku dróżnika przy ulicy Teatralnej. Potrzeba takiego działania pojawiła się na skutek przejazdu przez Gorzów wagonów produkowanych przez byłe NRD dla ZSRR , jak również przejazdu eszelonów byłej Armii Radzieckiej. Można również domniemywać, że wówczas przez Gorzów przejeżdżały pociągi pod specjalnym nadzorem, być może nawet z bronią jądrową.

Po rozsunięciu torów okazało się, że estakada zaczęła się sypać. W związku z tym , jak również w związku z mniejszym natężeniem ruchu pociągów przez miasto jeden tor rozebrano, a drugi przesunięto bliżej środka estakady. Stan taki istnieje do dnia dzisiejszego.


Gorzowska estakada obchodzi swoje setne urodziny. Od strony rzeki Warty została przy okazji remontu Bulwaru odnowiona i wygląda pięknie. Otynkowana, pomalowana z zagospodarowanymi na kawiarnie, restauracje i kluby niszami wygląda naprawdę imponująco!



Jednak od drugiej strony, jest w fatalnym stanie. Ze ścian sypie się tynk. Nisze są zaślepione. Chodnik i przylegająca do niego ulica Spichrzowa jest w dziurach. Badania techniczne dotyczące stanu samej estakady wykonali kilka lat temu naukowcy z Politechniki Szczecińskiej. Wnioski były jednoznaczne i mówiły o jak najszybszym i gruntownym remoncie. Oczywiście nie tylko niej, ale także nisz,obiektów stalowych, tunelu i wszystkich murów oporowych.

Estakada, według ostatnich badań jej stanu, zagrożona jest katastrofą budowlaną!
Koszt naprawy i remontu przewidziany został na 100 milionów złotych. Zakładane jest częściowe dofinansowanie z funduszy Unii Europejskiej. W 2010 roku dyrektor Zakładu Linii Kolejowych w Zielonej Górze zapewnił, że na podstawie nakazu konserwatorskiego estakada, notabene wpisana do rejestru zabytków dopiero w 2012 roku, ma być wyremontowana w ciągu najbliższych 6 lat.  Jest więc nadzieja, że do 2016 roku, całość uda się wyremontować...

14.12.2015 Ogłoszono przetarg na remont estakady

niedziela, 29 kwietnia 2012

Coś takiego można zobaczyć tylko w Wolsztynie!

Tegoroczne Dni Wolsztyna tradycyjnie połączone z Paradą Parowozów przeszły już do historii. Przeszło do historii także widowisko "Światło,  para, dźwięk".

Pokażę Wam więc krótki fotoreportaż z widowiska. W spektaklu zobaczyć można było majestatyczne, buchające parą i owiane światłem laserów parowozy.



Przy efektownej oprawie muzycznej i pirotechnicznej w rytmie opowieści Bogusława Wołoszańskiego maszyny wjeżdżały kolejno na obrotnicę...Najpierw powoli, ospale, jak na parowóz przystało...


...a potem dumnie stojąc na szynach obrotnicy prezentowały swoje wdzięki...



...dymiąc, gwiżdżąc...


 
 ...i uczestnicząc  w obronie przewożonego ładunku...



Widowisko zakończyło się po pół godzinie... na wolsztyńską parowozownię spadł "ognistych meteorów deszcz"...



I filmik :)


Ps...udało mi się wkręcić, nijako po znajomości, w miejsce przeznaczone dla zawodowych fotoreporterów. Uradowana, jak i reszta "kolegów po fachu";) czekałam w zniecierpliwieniu ...Stąd widok na inscenizację  miał być najlepszy. Niestety, miał...okazało się, że był kiepski...zawiódł organizator . Pozwolił mediom być bardzo blisko, ale jednocześnie odciął widoczność na to, co działo się poza parowozami...a w tle działo się najwięcej...tam były "strzały", tam były "wybuchy", tam był "front"...
Nie obejrzałam więc tego co "za", ale za to mam takie oto ujęcia...i miałam naprawdę bliskie spotkanie z kolorowymi parowozami:)

czwartek, 12 kwietnia 2012

"Nord Ekspress" - pociąg z duszą

Opowiem Wam dziś historię pewnego pociągu. Pociągu, który niegdyś przemierzał setki tysięcy kilometrów i którym podróżowali bogaci w luksusowych wagonach ...

 W roku 1896 belgijska firma Compagnie Internationale des Wagons-Lits wprowadziła do ruchu pociąg o nazwie „Nord – Ekspress".


                     (Zdj, jest własnością publiczną, prawa autorskie
                        do niego wygasły.Fot. Wikipedia)                    

Dwa razy w tygodniu w w latach 1896 – 1914 „Nord Ekspress" pokonywał trasę Paryż Ostenda - Liege - Hanower - Berlin – Landsberg – Chojnice - Królewiec –Eydtkuhnen–Wilno - St. Petersburg i z powrotem. Po roku 1914 jego trasa została skrócona do Królewca.

                        (Dworzec Główny Królewiec, arch.dom)


Trasa pociągu zmieniana była kilkakrotnie. Począwszy od roku 1908, dwa razy w tygodniu, kursował także, poza relacją Berlin – St.. Petersburg do Moskwy, zaczynając swój bieg w Paryżu przez Berlin, Poznań i Inowrocław wprost do Warszawy, gdzie po przesiadce pasażerowie kontynuowali swoją podróż do Moskwy. Po wybuchu I wojny światowej pociąg swój bieg kończył w Warszawie. Od roku 1936 do 1939 jechał trasą Paryż -Warszawa-Białystok-Moskwa.

Na ówczesnej granicy w Eydtkuhnen , z uwagi szersze szyny, pasażerowie„Nord – Ekspress"-u musieli przesiadać się do wagonów przystosowanych do ruchu po rosyjskich torach.


                          (Eydtkuhnen - dworzec,wnętrze, arch. dom)

 Po przekroczeniu granicy odbywała się odprawa celna.


                    (Odprawa celna na dworcu w Wirballen (Wierzbałowo)
                      fot. udostęp, przez miłośnika kolei)


 „Nord – Ekspress" posiadał ekskluzywne, do połowy pomalowane na kolor niebieski wagony osobowe –stąd potocznie zwany był „błękitnym". Przedziały urządzone były jak małe pokoje hotelowe. Każdy z nich wyposażony był także w łazienkę.

                                (Salonka, fot. udostępnione przez
                                 miłośnika kolei)

Pociąg prowadzony był pospiesznymi i oszczędnymi zarazem pruskimi lokomotywami parowymi typu S3. Parowozy produkowane były w latach 1892-1904 przez zakłady Hanomag. Ich projektantem był August von Borries, który dzięki swoim wyjazdom do USA i Wielkiej Brytanii unowocześniał je. Z każdym więc rokiem pociąg prowadzony przez parowóz S3 zyskiwał większą prędkość.

                     (fot. udostępnione przez miłośnika kolei)

 Był to najszybszy pociąg osobowy , który trasę z Berlina do St. Petersburga pokonywał w ciągu 1,5 doby, był tym samym jednym z najszybszych pociągów na świecie. Na odcinku Tczew – Chojnice osiągał prędkość 100 ,3 km/h. Po minięciu Chojnic zwalniał do...97km/h.

 Jak napisałam w drugim akapicie "Nord Ekspress" przejeżdżał także przez Gorzów, niegdyś Landsberg an der Warthe. Na dowód rozkład jazdy.




Wielkim miłośnikiem podróży koleją był  francuski pisarz, Valery Larbaud, który tak oto opisywał swoją fascynację podróży "Nord Ekspressem" w sonecie "Oda"

 
"Użycz mi twego łoskotu, twego jakże płynnego ruchu,
Twego nocnego ślizgania się po Europie świateł.
O luksusowy ekspresie! I niepokojącej muzyki
Która stuka wzdłuż twoich skórzanych korytarzy ze złotym deseniem,
Podczas gdy za lakierowanymi drzwiami z grubą mosiężną klamką
Śpią milionerzy.
Przebiegam nucąc twoje korytarze(...)

Pierwszy raz odczułem słodycz życia
W przedziale Nord-Ekspresu, między Wirballen i Pskowem.
Mknęliśmy przez łąki, gdzie pasterze
Pod grupami drzew podobnymi do wzgórz
Ubrani byli w brudne, zasmolone kożuchy...(...)

Ach! Niechaj te łoskoty i ten ruch
Wejdą w moje wiersze i opowiedzą
Mnie samemu moje życie niewypowiedziane,
Życie dziecka, które nie chce nic wiedzieć i tylko
Wiecznie spodziewa się czegoś, ale czego, nie wie."


tłumaczył Czesław Miłosz

O urokach podróży "Nord Ekspress" - em wspomina także Vladimir Nabokov w swojej autobiograficznej powieści „Speak, Memory", a także Jóżef Mackiewicz we wstępie do powieści pt. :" Sprawa Pułkownika Miasojedowa".



A po latach...


Po opadnięciu „żelaznej kurtyny" pojawiła się możliwość odbycia sentymentalnych podróży linią kolejową z Berlina do Królewca. Wiele nostalgicznych pociągów podążyło tym szlakiem. Jednym z nich był pociąg specjalny, który w maju 2004 roku przejechał przez Gorzów. Widniała na nim tabliczka – „Berlin – Królewiec". Była to nijako przymiarka do uruchomienia linii turystycznej na tej trasie. Niestety na przymiarce się skończyło.
W 2008 roku, grupa polskich, rosyjskich i niemieckich studentów w ramach zajęć uniwersytetu letniego odbyła podróż z kilkoma przesiadkami na trasie legendarnej Kolei Wschodniej, co za tym idzie na trasie, którą przemierzał legendarny „Nord – Ekspress". Podróż trwała dziesięć dni.

Na krótko, uruchomiono bezpośrednie połączenie z Berlina do Królewca. Obecnie nie kursuje już żaden pociąg bezpośredni na tej trasie.


Ps.

(Opracowanie i wyszukiwanie materiałów do w/w tekstu zajęło mi i moim znajomym, miłośnikom kolei ponad rok. A wyszukanie czegokolwiek na ten temat nie było łatwe. To co się udało ustalić publikuję w formie tekstu własnego . Za każdą dodatkową informację będę wdzięczna)


                                 

                                       Pozdrawiam!