Fragmenty mojego świata...

Fragmenty mojego świata...
stat4u

UWAGA

Źródła fotografii ; archiwum rodzinne, zdjęcia własne oraz zdjęcia użyczone mi przez znajomych; Annę, Kurta Mazura, współtowarzyszy moich eskapad : gorzowskiego fotoreportera Bogusława Sacharczuka (bs) , Mariusza oraz brata Toma; wszystkie publikuję na blogu za ich wiedzą i zgodą i zawsze są przeze mnie podpisane! Korzystam także ze zdjęć umieszczonych w Wikipedii i publikuję je z zachowaniem Licencji.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Murale. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Murale. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 czerwca 2017

Romska Sendlerowa

Kiedy naziści realizowali swój okrutny plan eksterminacji narodu cygańskiego Alfreda Markowska (Nońcia) ratowała przed zagładą dzieci... podstępem zabierała je z niemieckich transportów, wyszukiwała w lasach... Przypisuje się jej ocalenie kilku setek żyć. 

Urodziła się 10 maja 1926 roku w wędrownym taborze w okolicach Stanisławowa. Gdy miała 15 lat jej tabor zmuszony był uciekać przed Armią Czerwoną. Chcąc nie chcąc trafił w okolice Białej Podlaski, na teren okupowany przez Niemców. Tu rozegrała się tragedia...Cały tabor, 80 osób, został wymordowany. Ocalała tylko ona. Ocalała, ponieważ poszła do wioski powróżyć... 

Uciekła z miejsca kaźni. Udało jej się dostać do Rozwadowa (koło Sandomierza), gdzie rok później, w 1942 wyszła za mąż. Wkrótce małżonkowie zostali osadzeni w getcie w Lublinie, potem zostali przewiezieni do Łodzi i Bełżca, skąd uciekli z powrotem do Rozwadowa. Alfreda zatrudniła się na kolei. Uzyskała zaświadczenie o pracy chroniącej ją przed łapankami. Widziała pociągi jadące do Auschwitz. Na postojach, gdy wagony „sprzątano”, czyli oczyszczano z ciał tych, którzy makabrycznej podróży nie przeżyli, Nońcia wynosiła z nich dzieci. Polskie, żydowskie, romskie...transportowała je pod spódnicą do przygotowanych wcześniej specjalnych kryjówek. Potem wyrabiała fałszywe dokumenty. Gdy usłyszała o pogromie jakiegoś taboru, jechała by szukać ocalałych ... 

W latach 60. władze PRL zakazały Romom poruszania się po kraju taborami. Dawni koczownicy otrzymywali mieszkania, a za pozostanie przy dotychczasowym trybie życia groziło im kolegium. Nońcia  osiadła wówczas w Gorzowie Wielkopolskim,

W 2006 roku prezydent Lech Kaczyński odznaczył ją Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski „za bohaterstwo i niezwykłą odwagę, za szczególne zasługi w ratowaniu życia ludzkiego”. Podkreślał, że „Jeżeli dziś istnieje naród żydowski (…) jeżeli istnieje naród romski i znaczna jego część zamieszkuje w Polsce, to dlatego, że byli tacy ludzie, jak pani. I takim ludziom jak pani właśnie należy się szacunek, podziw”. Było to wydarzenie bezprecedensowe, ponieważ po raz pierwszy w historii Polski, kobiecie romskiej a przy tym obywatelce polskiej, nadano tak wysokie odznaczenie państwowe.

31 maja 2017 roku, w Gorzowie odsłonięto jej mural. Wizerunek babci Nońci znalazł się na jednej ze ścian szkoły podstawowej nr 1 przy ul. Dąbrowskiego, w której od dziesięcioleci uczą się romskie dzieci. Obok szkoły mieszka 91. letnia Alfreda Markowska. 



Mural powstał w ramach zamówienia publicznego realizowanego przez Związek Romów Polskich. Autorem projektu jest gorzowianin Leszek Michta.

Aktualizacja, 15 września 2017

Alfreda Markowska została dziś Honorowym Obywatelem Gorzowa!

Alfreda Markowska zmarła 30 stycznia 2021 roku. Została pochowana na gorzowskim cmentarzu komunalnym. 

piątek, 20 listopada 2015

Nietypowe murale

W listopadzie 2012 roku, w Gorzowie odbyła się odsłona ogólnopolskiej akcji „Mural. Zamalowujemy stereotypy" (więcej o akcji ) organizowanej przez Fundację Aktywnej Rehabilitacji. Motywy graficzne przedstawiają osoby niewidzące, głuchonieme, niepełnosprawne ruchowo oraz niepełnosprawne intelektualnie, przedstawione w codziennych sytuacjach.


Niezwykle sugestywne obrazy znalazły swoje miejsce na filarach mostu kolejowego,


A także na słupach nośnych tzw. Trasy Nadwarciańskiej. I te właśnie prócz oryginalnej konwencji stawiają i pytania i tezy prowokujące do myślenia:

 "Czy wiesz co go porusza?"


"Ręce mówią, kiedy usta nie mogą"


Graffiti to część kampanii informacyjnej związanej z ratyfikacją przez Polskę, 6 września 2012 roku, Konwencji ONZ o Prawach Prawach Osób Niepełnosprawnych. Jej celem jest zwrócenie uwagi na to, że ludzie niepełnosprawni nie tylko są wśród nas, ale także mają uczucia, plany i marzenia, oraz równe prawa.


(Fot. Bogusław Sacharczuk)

niedziela, 10 listopada 2013

Tylko oczami wyobraźni możemy je zobaczyć...

W roku 1863 w przedwojennym Gorzowie (Landsberg an der Warthe)  były tylko 23 lokale gastronomiczne, ale już w roku 1914 działało ich 130 oraz 13 gospód. Tuż przed rozpoczęciem drugiej wojny światowej było ich 93.

Po II wojnie światowej zostały przejęte przez polskich gospodarzy. Niektóre restauracje czy kawiarnie przedwojenne zmienily swój charakter i przekształciły się w bary, jadłodalnie i cukiernie. Nowa władza, skutecznie "tępiąca" każdy przejaw prywatyzacji doprowadziła do tego, że większość z nich uległa likwidacji i w roku 1948 pozostały tylko 22 lokale.

Po roku 1989 sektor gastronomiczny zaczął ulegć przeobrażeniom. Powstawały nowe, prywatne lokale, które zastąpiły i te peerelowskie i te niegdyś landsberskie na gastronomicznej mapie współczesnego miasta...

Wróćmy jednak do czasów, gdy Landsberg tętnił kawiarniano - restauracyjnym życiem.

Swoisty i niepowtarzalny klimat ówczesnych lokali sprawiał, że były one często odwiedzanymi miejscami. Lokale dysponowały nie tylko ciekawymi wnętrzami, nierzadko stylowymi ale także częścią ogródkową z fontannami (np. "Weinberg") , zielenią i małymi stoliczkami. W takim idyllicznym otoczeniu miło spędzało się czas. Były też malutkie, nastrojowe kawiarenki; np. "Cafe Sommer" na Starym Rynku.

Jak wyglądało życie nocne możemy się jedynie domyślać. Wiele lokali w tym "Victoria" posiadały salę balową, a lokal "Eldorado" miał nawet własną kręgielnię. Oba lokale mieściły się na Zawarciu.
Słynna, ba nawet najsłyniejsza , bo zapamiętana przez wielu starszych Gorzowian "Wenecja", wcześniej zwana "Cafe Voley", założona w 1921 roku przez Roberta Voley,  oferowała dancing,  a potem kabaret z kawiarnią. Zbudowana na wodzie tuż przy wejściu do Parku Wiosny Ludów, w PRL zyskała nazwę "Wenecja".



Była bardzo popularna w latach 50-60. Po jej zamknięciu, w 1969 roku, ze względu na fatalny stan techniczny niszczała... Jej "resztki" rozebrano na początku lat siedemdziesiątych XX wieku.

Dziś pozostały wspomnienia tamtego "rozrywkowego życia" zapisane na starych fotografiach i pocztówkach.  Pojawił się też mural na ścianie tuż przy wejściu do Parku Wiosny Ludów uwieczniający podobiznę "Wenecji"



 Dzieło autorstwa Jerzego Siczki powstało w 2010 roku.

(Fot. 1, "Wenecja" lata 60, fot. Kurt Mazur, Fot. 2,  AnnaM;  oba zdj. za pisemną zgodą na pubikację)