Źródła fotografii ; archiwum rodzinne, zdjęcia własne oraz zdjęcia użyczone mi przez znajomych; Annę, Kurta Mazura, współtowarzyszy moich eskapad : gorzowskiego fotoreportera Bogusława Sacharczuka (bs) , Mariusza oraz brata Toma; wszystkie publikuję na blogu za ich wiedzą i zgodą i zawsze są przeze mnie podpisane! Korzystam także ze zdjęć umieszczonych w Wikipedii i publikuję je z zachowaniem Licencji.
Popularność barów mlecznych rozpoczęła się w okresie pomiędzy wojnami, a utrwaliła w czasach PRL. Tworzono je od 1948 roku głównie po to, aby każdy obywatel mógł tanio i szybko zjeść danie bezmięsne.
Gorzowski, kultowy, bar mleczny "Agata" mieścił się przy ulicy Wodnej i serwował nie tylko niedrogie, ale i naprawdę smaczne posiłki przez 40 lat. Duża sala, z kwadratowymi stolikami przykrytymi ceratą mieściła 60 osób.
Podawano tu dania gorące, zimne przekąski i napoje. Specjalnością gorzowskiego baru były jednak pierogi ruskie z tłuszczem w cenie 3 zł. Ich smak, taki jak u mamy, spowodował, że kierownictwo wprowadziło nań zapisy. Kucharki lepiły ich dziennie ponad 2.000 sztuk.
Na początku 2005 roku bar, mimo fali protestów mieszkańców i złożonych na ręce władz miasta petycji, został zamknięty.
Po zamknięciu "Agaty" uruchomiono podobny bar przy ulicy Sikorskiego.
Oraz przy Dworcowej. Ten niedawno zmienił swą nazwę na "Agatka".
Nowe odsłony baru, mimo smacznego jedzenia nie zdobyły już takiej popularności. Pewnie dlatego, że nie mają już nic wspólnego z dawnym stylem...
Życie całego miasta - od po wojny do lat dziewięćdziesiątych - toczyło się ściśle określonym rytmem - od rynku - do rynku. Tydzień liczony był za pomocą dni targowych...poniedziałek, środa, piątek.
Targ kusił bardzo. Tętnił życiem. Na każdym niemalże starganie czaiła się jakaś tajemnica. Handlowano wszystkim. Od zwierząt, poprzez starocie i meble do warzyw i owoców.
Część tzw. "żywa" obejmowała konie, świnie, kury, indory i kaczki. Od czasu do czasu pojawiały się króle i gołębie. Wokół stały wozy i skrzynie pełne owoców i warzyw. Wolnych od chemii.
Targ opanowany był głównie przez drobnych wytwórców żywności. Oferowano mleko, śmietanę, masło i ser. Ten ostatni - gospodarską metodą wyciskany z serwatki przez lniany woreczek, który potem był przykładany ciężkim, płaskim kamieniem w celu odsączenia - smakował jak żaden inny...
Między straganami przemieszczały się szybko panie domu szukając świeżych, żółtych jaj. Dziwnie wyglądały ze słoikiem w ręku...Na jego dnie czasem spoczywało kilka już wziętych do "sprawdzenia" rozbitych jaj. Wokół było słychać nawoływania sprzedawców - "świeże jaja, świeże jaja" ...
Przyjeżdżali wyplatacze wiklinowych koszy przeznaczonych zarówno do użytku domowego jak i do zbierania warzyw oraz Cyganie, u których można było zakupić wielkie czarne i ciężkie patelnie. Patelnie wszechczasów! Do ich dna nigdy nic nie przywierało!
A wszystko to przenikały starganiki ze starociami....z przedwojennymi figurkami, porcelaną, zegarami. Częstymi gośćmi byli także ci, którzy wracali z wojaży po ZSRR. Prócz złotych wyrobów można było u nich się zaopatrzyć w futra, młynki do kawy, sokowirówki czy odkurzacze.
Oczywiście na targu oferowano inne mniej cenne lub przydatne rzeczy i przedmioty, szczególnie po roku 1989 , kiedy nastąpił napływ wszystkiego co niemieckie, ale one już nie wzbudzały takiego zainteresowania czy swoistej magii. Były to zwyczajne tandetne ubrania, gadżety, zabawki czy też przemycane papierosy czy alkohole. Wówczas skończyła się era prawdziwego targu, tętniącego życiem i pachnącego zdrową, polską żywnością...
W 2013 roku zmodernizowano zachowaną część targowiska inwestując w nie ponad 700 tys. złotych. Na odnowionej nawierzchni ustawiono drewniane stragany - budki, zamontowano monitoring i ogrodzenie.
...i rynek przy ul. Jerzego stracił swój przaśny urok.
Kiedyś był targ...
Niemiecki cmentarz ewangelicki (Evangelischer Hauptkirchhof) w Landsbergu został założony i poświęcony w roku 1831. Był to największy poniemiecki cmentarz w mieście.
Cmentarz od samego początku został starannie i z gustem rozplanowany. Nie tylko pod względem architektonicznym, ale również dendrologicznym. Nasadzenia drzew i krzewów oraz szerokie aleje przypominały park. Prowadziła do niego jedna wielka, zawsze otwarta furta i bramy.
W roku 1887 wybudowano kaplicę cmentarną, która od roku 1963 służy jako kościół ewangelicki
Nie była to jedyna kaplica na terenie cmentarza. Znajdowała się tam również zbudowana według projektu dr inż. Curta Steinberga zniszczona w 1945 roku, a poświęcona w 1925 kaplica będąca zarazem kostnicą.
Na cmentarzu pochowani zostali najwybitniejsi obywatele miasta między innymi Karl Teike oraz Max Bahr. Swoją kwaterę miała tu rodzina Paucksch. W czasie I wojny światowej wydzielono kwaterę dla poległych żołnierzy niemieckich i rosyjskich, a w 1940 dla poległych w II wojnie światowej. Chowano tu również adwentystów oraz mieszkańców miasta pochodzenia tatarskiego.
Decyzją ministra gospodarki komunalnej cmentarz został zamknięty w 1961 roku. Rok później miasto jeszcze sfinansowało remont ogrodzenia, a 10 lat później w 1971 roku ministerstwo wydało zgodę na likwidację cmentarza, nie troszcząc się o pochowanych...W porządkowaniu terenu brali udział - społecznie - pracownicy gorzowskich Zakładów Włókien Chemicznych „Stilon”. Teren podzielony został na działki. Każda działka została przydzielona do sprzątania poszczególnym wydziałom zakładów „Stilon”. Mogiły usypane z ziemi były równane. Wiele kamiennych nagrobków zostało rozkradzionych przez kamieniarzy. Część cmentarza decyzją ministra przeznaczono na park. Prace ( społeczne) prowadzone były dwa lata. Wykonano alejki wzdłuż których ustawiono ponad 200 ławek, a cały park został oświetlony przez 151 lamp. Park, który przyjął nazwę Parku Kopernika, był prezentem pierwszomajowym załogi ZWCH "Stilon" dla mieszkańców.
W najstarszej części dawnej nekropolii znajduje się działająca od 1975 roku fontanna. Zaprojektował ją znany gorzowski architekt Mieczysław Rzeszewski. Jej głównym elementem są cztery podwójne talerze umieszczone na słupach, w które uderza woda z 12 trysków.
Na terenie byłego cmentarza powstało w październiku 1974 roku działające do dziś miasteczko ruchu drogowego. Pozostała też część starych nasadzeń.
W roku 1993 przy wejściu do Parku Kopernika został postawiony obelisk:" Pamięci mieszkańców naszego miasta pochowanym na tym cmentarzu w latach 1831 - 1945"
W 2005 roku w związku z budową obwodnicy wycięto część parku.
Wtedy to ekshumowano ponad 1000 szczątków i przeniesiono je do ossarium na cmentarzu komunalnym.
W południowej części parku, w pobliżu wspomnianego już kościoła ewangelickiego utworzono lapidarium z pamiątkową tablicą, w którym umieszczono pozostałości po odnalezionych nagrobkach. Uroczyste otwarcie odbyło się 6 czerwca 2010 roku przy udziale ówczesnego prezydenta miasta Tadeusza Jędrzejczaka i
Christy Greuling, wiceprzewodniczącej BAG Landsberg/Warthe, stowarzyszenia byłych mieszkańców miasta. Obecny był także Wolfhart Paucksch, potomek honorowego obywatela Landsberga, przemysłowca i człowieka sukcesu Johanna Gottlieba Hermanna Pauckscha. Byli także landsberczycy i gorzowianie.
Atutem Parku Kopernika, położonego pośród ruchliwych ulic miasta jest spokój, cisza, a często i pustka. Park przypomina 18 hektarową " świątynię "dumania... Między rozłożystymi drzewami lip, cisu, czy jesionu można spotkać wiewiórki...niekiedy ganiające się też po alejkach gdzie niegdyś stały groby...
Jak wynika ze źródeł, już w XIV wieku dzisiejszy Gorzów był uznanym ośrodkiem produkcji win. Tradycje upraw winorośli sięgają jednak wieku XIII. Pierwsza wzmianka na ich temat pochodzi bowiem z roku 1278, kiedy to margrabiowie podarowali
miastu pierwsze czynsze z winnic na budowę i poprawę stanu umocnień.
Uprawy winorośli ciągnęły się od Wieprzyc aż do Starego Kurowa. Ponad 40 kilometrów!
Najstarsza winnica miejska datowana została na rok 1376 i znajdowała się na wzgórzu Weinberg. To jedno ze wzgórz gorzowskich znajdujących się nad obecną ulicą Konstytucji 3-go Maja i Bohaterów Warszawy ( przy drodze na Szczecin)
Każdy szanujący się szesnastowieczny mieszczanin posiadał własną winnicę i wytwarzał własne wino.Wina posiadły uznaną markę.
Niestety, sroga zima na przełomie roku 1739/1740 trwająca aż do czerwca 1740 zniszczyła uprawy winorośli. Próbowano je odbudować. Wielkim orędownikiem pomysłu reaktywacji winnic stał się ówczesny radca Brenkenhoff. Doskonale wiedział o tym, że nadwarciańskie nasłonecznione wzniesienia spełniają idealne warunki do upraw. Szczególnie te od strony południowej.
Radca zmarł w 1780 roku nie doczekawszy się wprowadzenia w życie jego planów. 10 lat później było już tylko kilka winnic pod ówczesnym Gorzowem, Starym Kurowem i Drezdenkiem. Te nieodbudowane przeznaczono pod uprawę ziemniaków. Taki los spotkał też najsłynniejszą wieprzycką winnicę, w której, jak wynika z zapisów :" wino było naprawdę dobre i wprowadzało kiperów w dobry nastrój".
W połowie wieku XIX w grodzie nad Wartą były już tylko dwie winnice mieszczące się w prywatnych ogrodach Quilitz-a oraz Schulz-a. Ale i one już nie istnieją.
Obecnie w lubuskim jest kilka winnic, w tym tylko jedna pod Gorzowem (Mierzęcin). Reszta winnic usytuowana jest pod Zieloną Górą, która po wiekach odnowiła tradycję uprawy winorośli i produkcji win. Najstarsza z nich "Winnica Kinga" założona została w 1985 roku. Co roku, we wrześniu, miasto Zielona Góra organizuje Winobranie.
Migawki z tegorocznego można zobaczyć na blogu "Koło domu" KLIK
Wchodząc na teren Starego Miasta w Kostrzynie nad Odrą wita turystę cisza. Wśród starannie odkopanych ulic i chodników, których bieg wyznaczają kamienne
krawężniki prowadzące w nieznane, sterczą fundamenty
kamieniczek „zmiecionych'' do wysokości piwnic i kilka zachowanych kamiennych
schodów wiodących do nieistniejących drzwi.
Ruiny wejścia do domu
przy ulicy Tkackiej, pozostałości po kamienicy przy ulicy Berlińskiej są jak relikty dawnej epoki. Wokół złożone na kupę cegły i kamienie wyglądają jak nagrobki usłane
pierwszymi jesiennymi liśćmi. Spacerując po zaułkach i uliczkach, czytając nazwy
ulic - ulica Jatki, ulica Apteczna –
w wyobraźni maluje się obraz ciągu kamienic i sklepów z pewnością
oświetlonych kiedyś latarniami, których światło odbijało się od lśniącej
brukowanej kostki...
Wchodząc na ściśle wytyczony niegdyś rynek, ogołocony dziś z bruku, mija się ograniczone murkiem puste miejsce po renesansowym zamku ze schodami
prowadzącymi dawniej do salonów i wieży, dziś donikąd.
Tuż obok ścielą się gruzowe
obrysy zewnętrznych ścian fary z drewnianym, współczesnym krzyżem...
Nieopodal stoi pusty, niedawno odnowiony, cokół
po pomniku Jana Kostrzyńskiego
Oto obraz oazy spokoju, miejsca zabłąkanego w czasie. Nikt nie zdoła poznać do końca
tego skrawka kostrzyńskiej starej przestrzeni, nie zdoła poznać losów jej
mieszkańców. Zostaje tylko stąpaniepo śladach. Jednak te okruszki niepoznania stanowią idealną dekorację do
rozważań o tych, którzy tu mieszkali, kiedy „czas składał się z solidnych
godzin odmierzanych piaskiem klepsydry lub zegarkiem z dewizką''.
Oto obraz miasta, którego strzeże i strzec będzie na wieki rawelin "Wilhelm August", bastion "Filip" i "Król". Miasta, które zapewne nie będzie odbudowane.
Kiedy powstało miasto? Już w wieku XIII, za czasów panowania na tej
ziemi Krzyżaków, ale jego rozkwit datowany jest na czasy Jana z Kostrzyna,
kiedy to on Margrabia Jan ( 1513-1571) , Johann von Brandenburg otrzymał w
spadku po swoim ojcu Joachimie I Nową Marchię.
Do Kostrzyna przeniósł stolicę z Myśliborza,
rozbudował na podwalinach zamku krzyżackiego swój zamek, a miasto otoczył
obszernymi obwarowaniami, zwanymi Twierdzą Kostrzyn, z
bastionami i rawelinem.
(Fot. od lewej zamek, w głębi kościół farny, na prawo rynek)
Stąd zarządzał już samodzielnie wszystkimi dobrami i systematycznie je
powiększał na drodze reform . Twierdza stopniowo była rozbudowywana przez
trzy stulecia. W 1630 roku założono tu pierwszy regularny regiment
Hohenzollernów. Podczas wojny siedmioletniej w latach 1756-1763 wytrzymała
oblężenie wojska rosyjskiego i silny ostrzał.
W latach osiemdziesiątych XIX wieku Kostrzyn
stał się twierdzą fortową. Wokół miasta zbudowano pierścień czterech fortów : Czarnów, Gorgast, Żabice i Sarbinowo. Forty owe w różnym stanie są zachowane do dziś.
Miasto przerwało wieki. Aż do1945 roku, kiedy to, miasto - twierdza
stało się strategicznym punktem w marszu wojsk radzieckich na Berlin. 30 marca
Armia Czerwona ostrzelała je ciężką artylerią. 20 hektarowe Stare Miasto
zostało zniszczone w 95 %.
W roku 1863 w przedwojennym Gorzowie (Landsberg an der
Warthe) były tylko 23 lokale gastronomiczne, ale już w roku 1914
działało ich 130 oraz 13 gospód. Tuż przed rozpoczęciem drugiej wojny
światowej było ich 93.
Po II wojnie światowej zostały przejęte przez polskich gospodarzy.
Niektóre restauracje czy kawiarnie przedwojenne zmienily swój charakter
i przekształciły się w bary, jadłodalnie i cukiernie. Nowa władza,
skutecznie "tępiąca" każdy przejaw prywatyzacji doprowadziła do tego, że
większość z nich uległa likwidacji i w roku 1948 pozostały tylko 22
lokale.
Po roku 1989 sektor gastronomiczny zaczął ulegć przeobrażeniom.
Powstawały nowe, prywatne lokale, które zastąpiły i te peerelowskie i te
niegdyś landsberskie na gastronomicznej mapie współczesnego miasta...
Wróćmy jednak do czasów, gdy Landsberg tętnił kawiarniano - restauracyjnym życiem.
Swoisty i niepowtarzalny klimat ówczesnych lokali sprawiał, że
były one często odwiedzanymi miejscami. Lokale dysponowały nie tylko
ciekawymi wnętrzami, nierzadko stylowymi ale także częścią ogródkową z
fontannami (np. "Weinberg") , zielenią i małymi stoliczkami. W takim
idyllicznym otoczeniu miło spędzało się czas. Były też malutkie, nastrojowe kawiarenki; np. "Cafe Sommer" na Starym Rynku.
Jak wyglądało życie nocne możemy się jedynie domyślać. Wiele lokali w
tym "Victoria" posiadały salę balową, a lokal "Eldorado" miał nawet
własną kręgielnię. Oba lokale mieściły się na Zawarciu.
Słynna, ba nawet najsłyniejsza , bo zapamiętana przez wielu starszych
Gorzowian "Wenecja", wcześniej zwana "Cafe Voley", założona w 1921 roku
przez Roberta Voley, oferowała dancing, a potem kabaret z kawiarnią.
Zbudowana na wodzie tuż przy wejściu do Parku Wiosny Ludów, w PRL
zyskała nazwę "Wenecja".
Była bardzo popularna w latach 50-60. Po jej zamknięciu, w 1969 roku,
ze względu na fatalny stan techniczny niszczała... Jej "resztki"
rozebrano na początku lat siedemdziesiątych XX wieku.
Dziś pozostały wspomnienia tamtego "rozrywkowego życia" zapisane na
starych fotografiach i pocztówkach. Pojawił się też mural na ścianie
tuż przy wejściu do Parku Wiosny Ludów uwieczniający podobiznę "Wenecji"
Dzieło autorstwa Jerzego Siczki powstało w 2010 roku.
(Fot. 1, "Wenecja" lata 60, fot. Kurt Mazur, Fot. 2, AnnaM; oba zdj. za pisemną zgodą na pubikację)
Opowiem dziś o wiosce Marzęcin (Marienspring, czyli Źródłe Marii). Powstała w 1782 roku, położona nieopodal Gorzowa, w lesie 7 km. od Kłodawy. W 1939 roku liczyła 133 mieszkańców. Doszczętnie i z premedytacją spalona w lutym 1945 roku przez Armię Czerwoną nigdy nie została odbudowana.
W XVIII wieku był tu młyn, była tu kuźnia, był kościół, były domy...Dziś tylko drogowskazy na drzewach wskazują miejsca, gdzie niegdyś toczyło się życie, gdzie życie także się dla wielu skończyło...
...jest Źródło Marii, nazwane tak na cześć byłej mieszkanki wioski, z czystą, lodowatą i smaczną wodą...
...jest zachowana kamienna tablica, stanowiąca resztkę dawnego pomnika, upamiętniająca poległych mieszkańców wioski w czasie I wojny światowej....
Przy leśnej drodze, samotny grób. Grób 9 -cio letniej dziewczynki, która zginęła w domu, podczas palenia wioski przez wojska sowieckie...Na mogile kamienna tablica ufundowana w 2007 roku przez uczniów klasy VIb ze szkoły podstawowej w Kłodawie k. Gorzowa.
Kawałek dalej, kolejny drogowskaz. Do Lapidarium...
...po drodze szczątki nagrobków, skąpanych w trawie, igliwiu i konwaliach...
...i Lapidarium...dwa rzędy płyt nagrobnych, mniej lub bardziej zniszczonych...
...i znicz poświadczający czyjąś wciąż żywą pamięć...