Źródła fotografii ; archiwum rodzinne, zdjęcia własne oraz zdjęcia użyczone mi przez znajomych; Annę, Kurta Mazura, współtowarzyszy moich eskapad : gorzowskiego fotoreportera Bogusława Sacharczuka (bs) , Mariusza oraz brata Toma; wszystkie publikuję na blogu za ich wiedzą i zgodą i zawsze są przeze mnie podpisane! Korzystam także ze zdjęć umieszczonych w Wikipedii i publikuję je z zachowaniem Licencji.
Lionel Fryderyk "Freddy" Cole (urodzony 15 października 1931), amerykański jazzowy wokalista i pianista jest liderem Freddy Cole Quartet, który regularnie podróżuje po Stanach Zjednoczonych, Europie, na Dalekim Wschodzie i Ameryce Południowej. 29 listopada 2008 roku był gościem Jazz Celebrations. Wieczorny koncert odbył się w Teatrze im. J. Osterwy w Gorzowie.
Zarówno Freddy Cole jak i akompaniujący mu muzycy wypełnili salę prawdziwym spokojem, muzyczną kulturą i zatopili słuchaczy w prezentowanym repertuarze lubianych standardów jazzowych i kilku adaptowanych dla jazzu popularnych melodii.
Legendarny Freddy Cole - wokalista, pianista i młodszy brat Nat King Cole'a oraz wujek zmarłej 31 grudnia 2015 roku Natalie Cole jest przede wszystkim jednym z najznamienitszych wokalistów jazzu i autentyczną ikoną amerykańskiego jazzu.
Choć nigdy do końca nie wyszedł z cienia starszego brata , to jednak od ponad 60 lat jest cenionym artystą. Subtelnie uduchowiony wokalista i pianista sprawia, że wygrywane na jego fortepianie dźwięki tworzą ciepłą otoczkę dla jego nieco chropowatego i "przydymionego" acz pełnego cierpliwości i elegancji głosu.
Mistrz wokalu jak nikt inny potrafi opowiadać historię poprzez muzykę. Ma nienaganne wyczucie swingu, które w połączeniu z uroczą postawą na scenie tworzy wyjątkową więź z publicznością,
a sposób śpiewania i ekspresja sprawia, że jego muzyka zyskuje popularność szerokiego grona słuchaczy...do którego i ja się zaliczam!
Legendarny osiemnastotonowy Freightliner dotarł dziś do Gorzowa.
Gorzowianie czekali na powrót tej charakterystycznej czerwonej ciężarówki Coca-Coli 8 lat, bowiem po raz pierwszy zajechała do Gorzowa w 2007 roku. Wówczas budziła wielką sensację, wszak nie wszyscy wierzyli, że Ciężarówki "Coca-Cola" nie istnieją tylko w reklamach
Oświetloną setkami lampek, żywą reklamę producenta napoju z Atlanty podziwiać można było na parkingu przy jednym z marketów. Wśród namiotów z atrakcjami - konkursami i namiotem pełnym zabawy przechadzał się Mikołaj, z którym każdy chętny - a chętnych nie zabrakło - mógł sobie zrobić zdjęcie.
Świąteczna tegoroczna trasa ciężarówek dostępna jest na stronie internetowej ciezarowkicocacola.pl
W niedzielny wieczór, 30 sierpnia, na gorzowskich błoniach nadwarciańskich odbył się długo wyczekiwany koncert nagroda. Koncert jakiego dotąd w mieście nie było. W jednym miejscu, na jednej scenie spotkały się gwiazdy polskiej muzyki. Edyta Górniak, Formacja Nieżywych Schabuff, Margaret, Afromental, Monika Kuszyńska, Cleo oraz Mateusz Ziółko.
Trzy godziny wcześniej odbyła się próba. Była to nie lada okazja, aby podpatrzeć artystów podczas pracy.
Na bulwarze Zachodnim zaś powstało Miasteczko Funduszy Europejskich, gdzie można było zobaczyć stoiska wszystkich finalistów konkursu.
Koncert , notabene transmitowany przez TVP1, rozpoczął się o godzinie 21.30. Nadwarciańskie błonia zgromadziły ponad 40 tysięczny tłum.
Gwiazdy zabrały słuchaczy w podróż po Europie. Była to niezwyczajna podróż, bo podróż muzyczna. Każdy z wykonawców zaśpiewał utwór kojarzący się lub ściśle związany z jednym z państw europejskich. Formacja Nieżywych Schabuff zabrała słuchaczy do Niemiec , Margaret do Szwecji, a Afromental do Wielkiej Brytanii.
Na zakończenie Monika Kuszyńska i Edyta Górniak wraz z publicznością wykonały przepięknie balladę pop-folkową Leonarda Cohena "Haallelujah"
Około północy niebo nad bulwarem rozbłysło tysiącami sztucznych ogni. Pokaz sfinansowało miasto.
Przypomnę ; Koncert był nagrodą w konkursie Europa To My. Celem konkursu zorganizowanego przez Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju, było pokazanie, jak zmieniła się Polska dzięki funduszom unijnym. Startowały w nim inwestycje, które zostały zrobione za unijne pieniądze. Gorzowski bulwar, który do konkursu zgłosiła gorzowianka Edyta Madej, zdobył 60 tys. głosów i bezsprzecznie wygrał głosowanie.
Na polu położonym między Sarbinowem, Gudziszem, Chwarszczanami i Cychrami, 5 kilometrów od Boleszkowic (zachodniopomorskie) 25sierpnia1758 roku na przeciwko siebie stanęły wojska pruskie króla Fryderyka II i armia rosyjska carycy Elżbiety, kierowana przez angielskiego generała Wiliama Fermora. Wydarzenie to stanowiło część tzw. wojny siedmioletniej prowadzonej o dominację w Europie , pomiędzy państwem pruskim, a Rosją, Austrią i sprzymierzeńcami.
W toku działań wojennych wojska rosyjskie zajęły tereny Prus od Królewca, aż po Berlin zagrażając istnieniu królestwa pruskiego. W związku z wkroczeniem armii rosyjskiej na Śląsk, Fryderyk II Wielki postanowił ją zniszczyć. Doszło więc do bitwy na polach sarbinowskich.
Po kilkunastu godzinach walki wyczerpane obie armie zaprzestały dalszej walki. Rosjanie wycofali się do Wielkopolski, a Prusacy podążyli na Śląsk.
Po obu stronach tej prusko-rosyjskiej bitwy brali udział oficerowie polscy, w tym także ochotnicy rekrutujący się spośród młodzieży szlacheckiej, którzy wstąpili do armii Fryderyka II i kształcili się w pruskich szkołach wojskowych. Po stronie pruskiej walczyli huzarzy Pawła Józefa Małachowskiego. Po stronie rosyjskiej wśród biorących udział w bitwie Polaków walczył m.in. książę Lubomirski oraz przyszły hetman wielki koronny Franciszek Ksawery Branicki.
Była to jedna z najkrwawszych batalii wieku XVIII, która pochłonęła 30.000 żywotów. Po krwawym boju obie strony przypisały sobie zwycięstwo, choć de facto bitwa nie została rozstrzygnięta.
Częścią tej historii jest obraz wielkiego polskiego malarza Wojciecha Kossaka zatytułowany "Bitwa pod Sarbinowem", namalowany w 1899 roku na zlecenie cesarza Wilhelma II . Dzieło , którego reprodukcja wystawiona jest w Muzeum Twierdzy Kostrzyn, ukazuje kontratak kirasjerów generała von Seydlitz na pozycje rosyjskie.
Oryginał odnaleziony w magazynach poczdamskiego muzeum, po pracach konserwatorskich , eksponowany jest w budynku dawnych koszar pruskich w Poczdamie.
(Zdjęcia pochodzą z obchodów 250 lecia bitwy pod Sarbinowem; 2008 r.)
O Nadwarciańskim Bulwarze i jego rewitalizacji, a także o konkursie pisałam TU
(Autor filmu wykonanego w Gorzowie Marcin Kluwak, 2.02.2014)
Dziękuję Pani Edycie Madej, która zgłosiła Bulwar do konkursu i wszystkim Mieszkańcom za oddane głosy. Zapraszam na wyjątkowy koncert z udziałem m.in Edyty Górniak, Afromental, Margaret, Moniki Kuszyńskiej, Donatana i Cleo oraz Formacjii Nieżywych Schabuff.
Przed 1989 rokiem - Reggae nad Wartą - była to, po Jarocinie, największa letnia impreza muzyczna, dziś rzec można kultowa. Na przestrzeni wielu lat wystąpiły w Gorzowie między innymi takie gwiazdy muzyki reggae jak; "Daab", "Izrael - Kultura", "Obidaya", "Gedeon Jerubbal" czy gwiazda światowego formatu " Inter Reformers - Band" z Nigerii. W takiej formie festiwal funkcjonował do roku 1991, kiedy to problemy finansowe nie pozwoliły na organizację kolejnych jego edycji.
W 2005 roku, do idei postanowiły wrócić władze miasta. Wtedy to reaktywowane "Reggae nad Wartą" odbyło się,notabene po raz pierwszy i ostatni na błoniach nad Wartą...Ówczesny festiwal był strzałem w dziesiątkę! Miasto żyło pozytywną energią, pokojowymi rytmami i trzema kolorami reprezentującymi muzykę reggae...
Niestety z niewiadomych i niezrozumiałych dla mnie powodów zrezygnowano z masowej można rzec imprezy i kolejne festiwale zamknięto w amfiteatrze... Zepchnięto na margines wydarzeń kulturalnych. Biletowane koncerty nie były już dla mas... Zakorkowana jak w butelce energia, nadrabianie dźwiękiem i smużkami pozytywnej energii wzmocnionej przez światła rampy, wysyłanej ze sceny wprost do publiczności, sprawia, że festiwal stracił swój wyrazisty przekaz...
Na każdym festiwalu mimo wszystko jest żywiołowo, jest gorąco, niezwykle tanecznie, muzyka reggae wszak jest muzyką niezwykle elastyczną, pozwala przenikać się różnym gatunkom, od rocka, poprzez folk aż do muzyki pop i...hip-hopu. Publiczność "daje się ponieść fali ludzkich serc".
Doskonałe dźwięki, pozytywna energia, pokojowe rytmy sprawiają, że pomimo, że dziś nie jest to największy i jedyny, jak to drzewiej bywało, festiwal reggae w Polsce, to impreza w Gorzowie na przestrzeni lar zbudowała sobie wierną lokalną publiczność. I nie tylko..."Reggae nad Wartą" jest wciąż miejscem "pielgrzymek" zwolenników wywodzącej się z Jamajki muzyki....
W ramach "Nocy Muzeów" w gorzowskim "Spichlerzu" otwarto wystawę "Modele zabytkowych powozów
konnych ze zbiorów
Zygmunta Karga". Autor unikatowej kolekcji modeli pojazdów konnych
pochodzi ze Stargardu Szczecińskiego (Zachodniopomorskie). Ten modelarz, pasjonat i znawca
dawnego rzemiosła powoźniczego znany jest w całym kraju. Jego modele w
skali 1:10 budowane są na podstawie oryginalnych pojazdów używanych
od XVIII do XX wieku.
Wśród eksponatów znajdują się bryczki,
Dorożki, w tym warszawska z drugiej połowy wieku XIX.
A także inne pojazdy spacerowe. Między innymi kariolka, damski wóz spacerowy
Wśród miniaturek są pojazdy pocztowe oraz pojazdy transportu publicznego. Ciekawymi modelami są strażackie wozy pożarnicze, zwane sikawkami z wieku XX.
W unikatowej kolekcji modeli znajdują się również wozy gospodarcze
I kareta reprezentacyjna z wieku XIX.
Zygmunt Karg twierdzi, że "talent otrzymał w genach. Jego ojciec był
rzemieślnikiem, jeden z dziadków kowalem, a drugi stelmachem. Talent
uzupełniony o wykształcenie techniczne okazał się sposobem na spełnienie
marzeń na emeryturze".
Na początku 2014 roku, Pan Zygmunt podzielił się swoją pasją i dorobkiem modelarskim w TVP , co zaowocowało
wpisaniem Go do "Teleexpressowego Klubu Pozytywnie
Zakręconych".
Wiele modeli Jego autorstwa znajduje się w zbiorach
prywatnych w kraju i za granicą, a także w Muzeum Poczty i Telekomunikacji we Wrocławiu, gdzie oglądać można miniaturowy dziewiętnastowieczny dyliżans pocztowy.
Na wystawie w "Spichlerzu" zaprezentowano czterdzieści wspaniałych dzieł sztuki modelarskiej
wzbogaconych ikonografią i przekrojami technicznymi wybranych egzemplarzy.
Z inicjatywy redaktora radiowej "Jedynki", śp. Andrzeja Zalewskiego, 13
lat temu, nasza piękna polska niezapominajka zyskała w kalendarzu swoje
święto, Dzień Polskiej Niezapominajki.
Niezapominajka to kwiatek szczególny.
Już w dawnych czasach traktowano go w sposób niezwykły. Stał się
symbolem miłości, wierności, niezapomnienia...Nic więc dziwnego, że
motyw polskiej niezapominajki pojawia się w poezji ...Leopold Staff
chce powrócić tam, gdzie "kwitną niebem dziecinne niezapominajki",
zakochany Filon zaczyna rozumieć, że Aliny" oczki listkiem
niezapominajek z grobu wyrosną, a ks. Twardowski uczłowiecza Jezusa i
pisze " za to, że umarłeś jak Bóg niepodobny do Boga (...) jak polegli w
rowie z niezapominajką"...
Niezapominajka przemówiła u Ostrowskiej, przebudziła się u Konopnickiej, a u Broniewskiego wieczną pamięć obiecała...
Spotykamy ją w prozie, u Elizy
Orzeszkowej w utworze "Gloria victis" jako opis oczu Tarłowskiego ,
które są " tak czyste i błękitne jak te niezapominajki, które czasem u
stóp moich rosną". U Józefa Chociszewskiego we wstępie do "Mowy kwiatów"
wydanej w 1900 roku, który taką oto daje radę:" Posyłając narzeczonej
prześliczne róże, niezapomnij dołączyć jednej niezapominajki ".
Jest pięknym motywem w malarstwie, np. w obrazie olejnym Mieczysława
Reyznera z 1930 roku. Króluje w dziecinnych wierszykach "do pamiętników"
i w piosnkach dla dzieci i dla dorosłych...
Oczywiście nie brakuje na jej temat także legend. Piękna religijna
przypowieść, ponoć najstarsza, opowiada o malutkim Jezusie, który
siedząc na kolanach Matki Bożej zapragnął, aby wszystkie pokolenia do
końca świata pamiętały o najbliżej sercu jemu osobie, o Matce. Dotknął
więc oczu Maryi i pomachał swoją rączką nad łąką...w mig pojawiły się na
niej malutkie, niebieskie kwiatuszki...
Inna mówi o Bogu, który nadając imiona
wszystkim stworzonym przez siebie roślinom zapomniał o małym niebieskim
kwiatuszku z żółtym "serduszkiem". Kwiatek był niepocieszony i zapytał
Boga dlaczego nie ma imienia. Bóg się zamyślił i w końcu powiedział - Ty
będziesz Niezapominajką.
Wracając do święta...Intencje są dwie. Niezapominajka ma zbliżać ludzi i uczyć serdeczności. Ma na celu
także zachowanie od zapomnienia osób, ważnych chwil, miejsc i sytuacji. Święto Niezapominajki to także promocja i ochrona polskiej przyrody.
Powoli, w Polsce rodzi się zwyczaj wysyłania kart z wizerunkiem
niezapominajki bliskim osobom.
Czy nasze
rodzime święto stanie się alternatywą dla nie naszych walentynek, albo
nawet je wyprze...? Póki co, niestety, jest jak jest, czyli...wolimy falę czerwonych serduszek niż niebieską panienkę z polskim sercem...
Od 2006 roku w Gorzowie odbywają się Międzynarodowe Spotkania
Orkiestr Dętych. Od dziewięciu lat impreza cieszy się dużym zainteresowaniem. Od początku jest też okazją do muzycznego dialogu orkiestr z kraju i zagranicy oraz ważnym czynnikiem kulturotwórczym.
Na to wielkie święto muzyki przyjeżdżają muzycy z Polski, Ukrainy, Czech, Litwy,
Niemiec.
Festiwal zaczyna się od przemarszu główną ulicą miasta
Koncerty odbywają się w kilku punktach miasta; na Bulwarze nad Wartą, w galerii handlowej i na Starym Rynku.
Nie lada atrakcją jest pokaz musztry paradnej
Festiwal poświęcony jest pamięci kompozytora muzyki marszowej, Carla Teike, twórcy popularnego marszu "Alte
Kameraden", który od ponad stu lat jest w repertuarze wielu orkiestr dętych na
całym świecie.Od nazwy tego właśnie marszu gorzowskie spotkania zaczerpnęły też swoją nazwę.
Carl Teike urodził się w 1864 r. w Dąbiu koło Szczecina.
W młodości był oboistą w orkiestrze regimentu grenadierów w Ulm. Po
odejściu z wojska był policjantem w Poczdamie, a od 1909 r. urzędnikiem pocztowym w
Landsbergu (obecnie Gorzów Wielkopolski), gdzie po pracy komponował i
dyrygował orkiestrą. Stworzył dziesiątki marszów, i ten najsłynniejszy -
"Alte Kameraden" z 1889 roku.
Kompozytor zmarł w 1922 roku.
Został pochowany na landsberskim nieistniejącym dziś cmentarzu ewangelickim (o nim niebawem).
Mieszkańcy miasta, w dowód uznania jego zasług, wystawili mu pomnik,
który nie przetrwał do naszych czasów. Nie przetrwał także grób.
27 maja 2007 roku, w 85
rocznicę śmierci landsberskiego kompozytora Carla Teike, podczas pierwszych Międzynarodowych Spotkań Orkiestr Dętych, na domu przy
ulicy Kosynierów Gdyńskich 26, w którym Carl Teike mieszkał i tworzył,
odsłonięto tablicę pamiątkową, którą wykonał gorzowski rzeźbiarz Andrzej Moskaluk.
Tablicę ufundowali mieszkańcy. Cegiełki na budowę tablicy w cenie 5 zł rozprowadzało Nowe Towarzystwo
Upiększania Miasta, którego prezesem był śp. Bożydar Bibrowicz.
Dziewiąte spotkania przeszły już do historii. Mieszkańcy, organizatorzy i orkiestry z niecierpliwością czekają na X, jubileuszowy festiwal.
Fotorelację z tegorocznych spotkań, które odbyły się w dniach 09-10 maja można obejrzeć tu
(Fot. archiwalne; Tom i Mariusz; uwaga- klip video nie pochodzi z festiwalu w Gorzowie)
Rok 2015... Z
okazji 70 lecia administracji polskiej, w ramach kampanii wyborczej
Gorzów Wielkopolski odwiedził Prezydent RP Bronisław Komorowski. W
gorzowskiej Filharmonii spotkał się z Pionierami, a na Placu Grunwaldzkim z mieszkańcami miasta.
Oprawie uroczystości towarzyszył wehikuł czasu, który stworzyli. rekonstruktorzy przebrani za pierwszych osiedleńców .
Najpierw był tu...
We
wczesnym Średniowieczu istniał tu gród warowny. Obok niego powstała
osada rzemieślniczo - handlowa. Położona nad rzeką Wartą i na
skrzyżowaniu dróg handlowych, łączących dzisiejszą Wielkopolskę z
Brandenburgią i Śląsk z Pomorzem posiadała bardzo dobre warunki rozwoju.
W 1254 roku tereny te opanowani margrabiowie brandenburscy, którzy 2
lipca 1257 roku za sprawą Alberta de Luge założyli tu prężnie
rozwijające się miasto.
Okres świetności został zahamowany w wieku XVI , a wojna trzydziestoletnia przypieczętowała upadek miasta, które zostało w 1639 roku zdobyte przez Szwedów. Ponowny rozwój miasta nastąpił wraz z uruchomieniem linii kolejowej w 1857 roku. Gdy nadeszła II wojna światowa miasto wciąż było niemieckie...
Zajęcie miasta Landsberg an der Warthe...
30 stycznia 1945 roku do miasta
wkraczają wojska sowieckie, zajmują je bez walki, palą , wypędzają
Niemców.O d rana tego dnia, po zaśnieżonych ulicach miasta ciągną się
kolumny uciekinierów. Już wczesnym rankiem bowiem ogłoszono ewakuację,
która zakończyła się wieczorem wraz z odejściem ostatniego pociągu.
Uciekano saniami, pieszo lub wozami
konnymi. Po godzinie 20.00 z dworca towarowego odjeżdżają dwa składy do
Kostrzyna – ratunkowy i ewakuacyjny. Dzień wcześniej jeszcze kursowały
pociągi osobowe.
„30 stycznia rano zaczął się wielki
popłoch” – opowiada Stanisław Mochol. „Ranni żołnierze ze szpitali
uciekali o kulach w kierunku na Wieprzyce. Polacy opuszczali obozy i
szukali schronienia w mieście. Niemcy zrobili się bardzo uprzejmi,
zapraszali do siebie, by z nimi zamieszkać i w razie czego bronić ich.”
Przed nadejściem wojsk rosyjskich ,
oddziały niemieckie przygotowywały się do obrony. Wycieli kilkanaście
dorodnych lip na drodze do Różanek – do dziś można zauważyć ich brak –
między rogatkami miasta a szklarnią. Z wyciętych drzew ustawiono
barykadę. Bronił się tam oddział niemiecki zorganizowany z urlopowiczów,
rekonwalescentów i resztek żołnierzy landsberskiego 50 pułku piechoty
oraz pluton z elitarnej jednostki Leibstandarte Adolf Hitler. Trzeba
dodać, że w rejonie Wawrowa broniła się grupa Węgrów oraz dwie kompanie
Volkssturmu, jak podają źródła słabo uzbrojonych. Oprócz nich w mieście
był pluton saperów niemieckich, który to w dniu 30 stycznia wysadził oba
mosty na rzece Warcie.
W rejonie dzisiejszego szpitala psychiatrycznego Niemcy mieli do obrony dwa czołgi.
Rozproszone po mieście oddziały
niemieckie nie miały łączności, tym trudniej było organizować jego
obronę. Walter Neumann wysłał swojego podporucznika do landsberskich
koszar Stranza ( dziś ul. Chopina) po wsparcie, ale ten nie zastał tam
już żołnierzy. Napływające wieści o tym, że wojska rosyjskie są coraz
bliżej sprawiły, że na rozkaz ( do dziś nie wiadomo czyj) odpowiedzialny
za obronę miasta generał major Gerhard Kegler udał się do Bogdańca ,
gdzie miał tworzyć kolejny punkt obrony. Pozostawił miasto bez obrony i
za to został skazany przez sąd wojenny na karę śmierci. Wyroku nie
wykonano , został zdegradowany do rangi szeregowca ( zrehabilitowany w
1954 roku). W drodze w okolicach Białcza i Witnicy napotkał niemieckich
żołnierzy, których chciał zawrócić do Landsberga, ale niestety było już
za późno.
”Potężna detonacja zatrzęsła budynkami śródmieścia. Mostu nie było” – wspominał Wilhelm Schulz.
Pluton saperów niemieckich po wysadzeniu mostów na Warcie, między
godz. 16.00 a 18.00 ( co do godz. są różne wersje) opuścił miasto
ostatnim pociągiem wraz z kolejarzami.
Oddziały rosyjskie 5 Armii Uderzeniowej
pod dowództwem Nikołaja E. Bierzanina dotarły do Różanek ok. godziny
3.30. Potem do Gralewa i Wawrowa, gdzie prawdopodobnie doszło do
potyczek.
Można domniemywać , że czołgi rosyjskie
napotykając na barykadę z pni drzew i obawiając się ostrzału skręciły na
północ i przez wsie Wojcieszyce, Kłodawę, Mironice i Santocko okrążając
miasto wkroczyły do Landsberga . Przejechały dzisiejszą ulicą Konst.
3-go Maja, Sikorskiego skręcając w Walczaka.
Rosjanie wchodząc do miasta bez wsparcia
piechoty, zastali zaciemnione miasto. Aby oświetlić sobie drogę
podpalili śródmieście. Zniszczenia miasta to efekt późniejszych podpaleń
przez Rosjan, które trwały do połowy lutego 1945 roku.
„ Już w pierwszy dzień zajęcia miasta, wszędzie się paliło. Pierwszy
spłonął chyba budynek General-Anzeigera ( gazeta landsberska) (…) W
następnych dniach płonęło śródmieście.Przez okno w kuchni widziałam nasz
Kościół Mariacki pośrodku płomieni” – wspomina Gertrauede Helle w
piśmie „Heimatblatt”.
Jej dalsze wspomnienia dotyczą zachowania się zdobywców miasta.
Rosjanie plądrowali mieszkania. Ich łupem padała biżuteria, zegarki, wieczne pióra, pieniądze i aparaty fotograficzne.
Najbardziej przerażające wspomnienie
Gertraude Helle opisuje w tych oto dwóch zdaniach „ (…)ja musiałam grać
na pianinie, a oficer kierował na moje trzęsące się ręce pistolet.
Pianino miało zagłuszyć krzyk mojej przyjaciółki z pokoju obok”.
Na ulicach leżały trupy zastrzelonych. Całe miasto było w gruzach i płomieniach.
Pośród nich górowała nienaruszona katedra.
Zbiory biblioteczne oraz muzealne zostały wywiezione. Fabryki przestały pracować. Demontowano urządzenia i maszyny.
Specjalny oddział podpalał budynki, w których mieściły się organizacje nazistowskie oraz mieszkania dygnitarzy i esesmanów.
Po zajęciu miasta, do połowy lutego trwały rabunki, mordy, gwałty i podpalenia.
Pierwsi osiedleńcy...
19 lutego do pozostającego - od stycznia do marca 1945 roku - pod administracją sowiecką miasta przyjeżdżają
kolejarze z Wągrowca i zabierają się do uruchomienia polskiego węzła
kolejowego. Za nimi przybywają pierwsi osiedleńcy głównie z Kresów
Wschodnich, ale także Polacy wracający z Niemiec. Pierwsza zorganizowana
grupa osadników przybywa 27 marca 1945 roku. Kieruje
nią Florian Kroenke. Ten dzień utożsamia się z narodzinami polskiej
administracji w mieście nad Wartą. W mieście, które różnie było
nazywane.
Od Kobylej Góry do Gorzowa Wielkopolskiego...
Gdy 19 lutego 1945 przyjechali do
Landsberga pierwsi kolejarze otrzymali mapę, gdzie wyraźnie zaznaczona
jest pierwsza umowna nazwa miasta - Kobyla Góra. Nazwa wymyślona przez
kanonika Stanisława Kozierowskiego, oparta została na analogii. Pierwszy
raz bowiem natrafiamy na tę nazwę w niedatowanym opisie granicy grodu
sporządzonej przez wójta krzyżackiego Nowej Monarchii Baldwina Stahla (
początek XV wieku). Najprawdopodobniej kanonik Kozierowski kierując się
tymi faktami i kojarząc, że w pobliżu znajdowały się łąki , wzgórza i
jeziora z nazwą" kobyla" takie imię właśnie nadał miastu. Opodal
dzisiejszego Borka i Ulimia istniało jezioro Kobelsee ( 1654) oraz na
polach w okolicy dzisiejszych Różanek znajdowała się łąka nosząca nazwę
Kobyla Łąka ( 1850). Te oto fakty możemy odnaleźć w informacjach Edwarda
Rymara. Na łamach tygodnika "Ziemia Gorzowska" ( 1992) Zbigniew
Czarnuch pisze :" (...) na karteczce odnoszącej się do Landsbergu nad
Wartą znajdujemy zapis" Kobyla Góra" " Należy dodać, że w oddalonej od
Gorzowa Skwierzynie istniały aż dwa wzgórza o nazwie Kobyla Góra. Nazwy
ich zachowały się do dnia dzisiejszego. Istnieje także inna hipoteza
powstania nazwy Kobyla Góra. Wiąże się ona z kobyłkami granicznymi
ustawianymi na rogatkach miasta.
Druga
mapa kolejarska z tego samego czasu, poprawiona, zamiast Kobylej Góry
naznacza Landsberg nad Wartą. Dopiero później Gorzów nad Wartą.
Najstarsze pieczęcie urzędowe miasta z kwietnia 1945 roku mają w nazwie
Landsberg ale pieczęć z maja tego samego roku już Gorzów. Idąc tropem
kolejarzy i ówczesnej DOKP nazwa Kobyla Góra została przez kolejarzy
zdjęta z dworcowego peronu i zastąpiona nazwą Gorzów nad Wartą.
Prawdopodobnie stało się to w dniu ich przyjazdu do ówczesnego Gorzowa
lub dzień później. Ciekawostką jest to, że jeszcze do 31 maja 1945 roku
urząd pocztowy nosił nazwę "Kobyla Góra". Niestety nie zachowały się z
tego okresu żadne pieczęci, pieczątki czy faktury. Jednak, pomimo, że
nie była to oficjalna miasta pojawia się ona w sprawozdaniu Komendanta
Powiatowego MO skierowanego do Starostwa w kwietniu 1945. Była więc w
obiegu.
Komisja Ustalania Nazw Miejscowości w
dniu 2 marca 1946 ustaliła nazwę Gorzów Wielkopolski. Wielkopolski
ponieważ należał do województwa poznańskiego.
Ustawa weszła w życie 7 maja 1946. Gorzów Wielkopolski ma także swoją flagę, która dumnie powiewa obok flagi państwowej.
Trzeba wspomnieć o referendum z 2000 roku w sprawie odrzucenia przymiotnika "Wielkopolski". Gorzowianie byli przeciw.