Źródła fotografii ; archiwum rodzinne, zdjęcia własne oraz zdjęcia użyczone mi przez znajomych; Annę, Kurta Mazura, współtowarzyszy moich eskapad : gorzowskiego fotoreportera Bogusława Sacharczuka (bs) , Mariusza oraz brata Toma; wszystkie publikuję na blogu za ich wiedzą i zgodą i zawsze są przeze mnie podpisane! Korzystam także ze zdjęć umieszczonych w Wikipedii i publikuję je z zachowaniem Licencji.
Dzień 1 lipca 2017 roku zapisze się czarnymi zgłoskami w historii miasta. W wyniku pożaru zniszczeniu uległa trzynastowieczna wieża kościoła katedralnego w Gorzowie, zwanego "matką kościołów diecezji".
Od II piętra wnętrze wieży wypełnia drewniana konstrukcja dzwonnicy kościelnej. Na czwartym piętrze zawieszone są cztery potężne dzwony. Największy z całej czwórki jest Modlitewny o średnicy 2 metrów.. Wisi osobno. Obok trzy pozostałe: Wiara, Nadzieja i Miłość. Dzwony są stosunkowo "młode". Wykonano i zawieszono je w 1924 roku w miejscu starych zarekwirowanych podczas I wojny światowej. Ogień im nie zaszkodził. Ocalały....Na tej kondygnacji ok. roku 1820 urządzone zostało dwupoziomowe mieszkanie dzwonnika. ( Więcej w moim artykule ---> Landsberski dzwonnik )
Na poddaszu gotyckiej wieży, na V piętrze dobudowano w XVI wieku ośmioboczną barokową wieżę, wewnątrz której umieszczono zegar wieżowy. Obecny mechanizm zegara pochodzi z XIX wieku, a zmodernizowany był w XX w. Nie ocalał...To tu strażacy zlokalizowali źródło ognia.
Kondygnacja VI to poddasze barokowej nadbudowanej wieży i miejscem obserwacji miasta i jego przedmieść. Znajduje (znajdował się) się tu punkt widokowy.
Na samym szczycie, w tzw. latarni wisi najstarszy, XV wieczny dzwon "Ave Maria". I on przetrwał pożar...
Trwający kilkanaście godzin pożar zniszczył hełm wieży. Podjęto decyzję o demontażu iglicy i hełmu.
Iglicę i najwyższą kopułę zdemontowano dziś, 3 lipca po południu. Tak już zostanie, do odbudowy. ..
W walce z żywiołem wzięło udział zastępów strażackich z Gorzowa i okolic oraz ok. 200 strażaków.
Dzięki Gorzowianom, którzy niemal natychmiast po alarmie zaczęli wynosić z katedry jej wyposażenie, zostało ono uratowane.
Póki co nie jest znana choćby szacunkowa wielkość strat.
Aktualizacja, 16 październik 2017 Przyczyną pożaru wieży katedry było zwarcie instalacji elektrycznej. Koszt remontu oszacowano na ponad 10 milionów złotych.
Post o historii gorzowskiej Katedry w przygotowaniu.
Kiedy naziści realizowali swój okrutny plan eksterminacji narodu cygańskiego Alfreda Markowska (Nońcia) ratowała przed zagładą dzieci... podstępem zabierała je z niemieckich transportów, wyszukiwała w lasach... Przypisuje się jej ocalenie kilku setek żyć.
Urodziła się 10 maja 1926 roku w wędrownym taborze w okolicach Stanisławowa. Gdy miała 15 lat jej tabor zmuszony był uciekać przed Armią Czerwoną. Chcąc nie chcąc trafił w okolice Białej Podlaski, na teren okupowany przez Niemców. Tu rozegrała się tragedia...Cały tabor, 80 osób, został wymordowany. Ocalała tylko ona. Ocalała, ponieważ poszła do wioski powróżyć...
Uciekła z miejsca kaźni. Udało jej się dostać do Rozwadowa (koło Sandomierza), gdzie rok później, w 1942 wyszła za mąż. Wkrótce małżonkowie zostali osadzeni w getcie w Lublinie, potem zostali przewiezieni do Łodzi i Bełżca, skąd uciekli z powrotem do Rozwadowa. Alfreda zatrudniła się na kolei. Uzyskała zaświadczenie o pracy chroniącej ją przed łapankami. Widziała pociągi jadące do Auschwitz. Na postojach, gdy wagony „sprzątano”, czyli oczyszczano z ciał tych, którzy makabrycznej podróży nie przeżyli, Nońcia wynosiła z nich dzieci. Polskie, żydowskie, romskie...transportowała je pod spódnicą do przygotowanych wcześniej specjalnych kryjówek. Potem wyrabiała fałszywe dokumenty. Gdy usłyszała o pogromie jakiegoś taboru, jechała by szukać ocalałych ...
W latach 60. władze PRL zakazały Romom poruszania się po kraju taborami. Dawni koczownicy otrzymywali mieszkania, a za pozostanie przy dotychczasowym trybie życia groziło im kolegium. Nońcia osiadła wówczas w Gorzowie Wielkopolskim,
W 2006 roku prezydent Lech Kaczyński odznaczył ją Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski „za bohaterstwo i niezwykłą odwagę, za szczególne zasługi w ratowaniu życia ludzkiego”. Podkreślał, że „Jeżeli dziś istnieje naród żydowski (…) jeżeli istnieje naród romski i znaczna jego część zamieszkuje w Polsce, to dlatego, że byli tacy ludzie, jak pani. I takim ludziom jak pani właśnie należy się szacunek, podziw”. Było to wydarzenie bezprecedensowe, ponieważ po raz pierwszy w historii Polski, kobiecie romskiej a przy tym obywatelce polskiej, nadano tak wysokie odznaczenie państwowe.
31 maja 2017 roku, w Gorzowie odsłonięto jej mural. Wizerunek babci Nońci znalazł się na jednej ze ścian szkoły podstawowej nr 1 przy ul. Dąbrowskiego, w której od dziesięcioleci uczą się romskie dzieci. Obok szkoły mieszka 91. letnia Alfreda Markowska.
Mural powstał w ramach zamówienia publicznego realizowanego przez Związek Romów Polskich. Autorem projektu jest gorzowianin Leszek Michta.
Aktualizacja, 15 września 2017
Alfreda Markowska została dziś Honorowym Obywatelem Gorzowa!
Alfreda Markowska zmarła 30 stycznia 2021 roku. Została pochowana na gorzowskim cmentarzu komunalnym.
Szczyt pięknej i wysokiej skarpy położonej tuż przy centrum miasta według planów z roku 1972 stać się miał wizytówką miasta. Na górze, na którą prowadziły 241 schody miały powstać przeszklone pawilony z egzotycznymi roślinami i kawiarnia stanowiące punkt widokowy. Wyremontowane alejki miały prowadzić do sąsiadującego ze schodami parku. Miało być pięknie...
Budowa schodów rozpoczęła się z wielkim rozmachem. Wykarczowano większość drzew. Jednak niestabilność podłoża oraz trudny dostęp do skarpy koparek i innego sprzętu spowodował , że budowa postępowała powoli. Ciężki sprzęt ustawiono na specjalnych podestach ale większość prac wykonywano ręcznie.
Schody wylewano na miejscu, chociaż część z nich montowana była z prefabrykatów w "Stilonie" i stamtąd przywożona na teren budowy.
W roku 1972 " Gazeta Gorzowska" podała - " Budowa kawiarni i innych obiektów na górze parkowej jest przewidziana dopiero w późniejszym terminie, budowane więc schody obecnie będą prowadziły donikąd(...) będzie to etap przejściowy".
Pod koniec 1972 roku schody były gotowe. 241 stopni prowadziło donikąd. Skarpa w wyniku prac budowlanych została ogołocona z roślin i drzew i przez wiele lat straszyła swoim widokiem.
Po 1975 roku, kiedy to Gorzów stał się miastem wojewódzkim szczególną uwagę zwrócono na zieleń miejską, tym samym zainteresowano się "nagą" skarpą. Próbowano zasadzić rośliny ziemnozielone jednak one wysychały zanim zdążyły się ukorzenić. Zostawiono więc skarpę samą sobie. Jej zbocza dziko zarastać zaczął bez,akacja, cis, kolcowój oraz trawy.
W kwietniu 1995 roku na szczycie uczestnicy Diecezjalnych Dni Młodzieży ustawili drewniany krzyż. Padła również propozycja by z okazji 50 - lecia administracji kościelnej stanął tam pomnik wdzięczności. Pomysł ks. kanonika Stanisława Garncarza został odrzucony przez ówczesnych radnych Unii Wolności i SLD.
Schody, do których przylgnęła nazwa "Schody Donikąd" niszczały. W 2002 zostały zamknięte. W marcu 2008 roku ogłoszony został konkurs na zagospodarowanie wzgórza. Wpłynęły dwa różne projekty, ale ich realizacja przekraczała planowany na ten cel budżet.
Wreszcie architekt Paweł Sierakowski na kolorowych planszach z dumą przedstawiał projekt, który przygotował ze swoimi współpracownikami z pracowni DOM.
Na makiecie widoczne są lekkie, ażurowe schody, wyłożone egzotycznym drewnem oświetlone nocą lampami. Obok do ścian kamienic dobudowane są efektowne szklane budynki zamykające z obu stron obszerny plac przed wejściem na wzgórze. Na samym zaś wzgórzu widoczny jest projekt wybudowania altanki widokowej, a nawet kolejki linowej na szczyt. Według projektu miało być pięknie, z klasą i nowocześnie. Projekt nie został zrealizowany.
Rozbiórka schodów i ich odbudowanie miało zacząć się wiosną 2010 roku. Miało, ale w budżecie miasta zabrakło na ten cel środków...
W 2014 roku znowu powróciła koncepcja, tym razem nie rozbiórki, a ich zagospodarowania. Póki co budżet miejski nie może znaleźć na to środków.
Mamy rok 2017. Schody nomen omen Donikąd, popadają w coraz większą ruinę...
Są symbolem niemocy wielu włodarzy, są pomnikiem nieudanej peerelowskiej aspiracji potwierdzającej mickiewiczowskie "mierz siły na zamiary, nie zamiar podług sił"...
Ale są też natchnieniem dla artystów. Od kilku lat odbywają się, na ustawionej przed wejściem na schody scenie, koncerty organizowane w ramach Nocnego Szlaku Kulturalnego.
Z okazji 750-lecia lokacji miasta, w 2007 roku, odbyła się premiera płyty pt. " Moje miasto". Płyta ukazała się w 30 tys. egzemplarzy i dołączona była do gorzowskiego wydania "Gazety Wyborczej".
Wśród kilku utworów promujących ciekawe miejsca w mieście znalazła się też piosenka o Schodach Donikąd w wykonaniu rodowitej gorzowianki, Krystyny Prońko.
Co roku, tuż przed świętami
Wielkiej Nocy w Muzeum "Spichlerz" w Gorzowie organizowany jest konkurs
pisanek im. Michała Kowalskiego, nieżyjącego już mieszkańca Gorzowa,
działacza społecznego i propagatora kultury ukraińskiej. Konkurs
organizowany od 1971 roku jest znany w środowisku osób zajmujących się
kultywowaniem i popularyzowaniem tradycji przygotowywania pisanek na
Wielkanoc. Dzięki temu najstarszemu i największemu konkursowi w Polsce,
Gorzów uznawany jest za stolicę ludowego pisankarstwa.
W
37 zestawach, pokazanych na pokonkursowej wystawie znajdujemy pisanki
wykonane ręcznie w technice batikowo-pisakowej, batikowo - szpilkowej i
drapanej.
Każda z pisanek
to odrębne dzieło sztuki. Mają różnorodne desenie, motywy i ornamenty,
które ściśle nawiązują do regionu ich pochodzenia. Barwy pisanek
także mają swoje symboliczne znaczenie. Fioletowa i niebieska oznacza
żałobę i Wielki Post, czerwona - krew Chrystusa przelaną na krzyżu za
nasze grzechy, a zielona, brązowa i żółta - radość ze zmartwychwstania.
Błogosławionych ŚwiątWielkiej
Nocy oraz dostąpienia wszelkich potrzebnych łask przygotowanych przez
Chrystusa Zmartwychwstałego oraz spokojnego biesiadowania w gronie
rodziny i przyjaciół
życzy
Autorka bloga i autor fotografii Bogusław Sacharczuk
Cmentarz Świętokrzyski jest jak archipelag w centrum miasta, gdzie historia przedwojennych i powojennych lat stąpa na paluszkach...Gdzie niczym łza światła spływa w ciemność... biało-czerwona flaga.
Bo tu, na tym zabytkowym, ponad 150. letnim gorzowskim cmentarzu przykościelnym wyznania rzymsko - katolickiego , wśród starodrzewia, grobów Landsberczan i Gorzowian, pośród mogił Maluczkich i Wielkich, śpią Powstańcy Wielkopolscy, śpią więźniarki z Ravensbrück...
Na skarpie znajdują się groby kilku powstańców wielkopolskich z 1918/19 roku, którzy tu na gorzowskiej ziemi osiedlili się, zmarli i zostali na tym cmentarzu pochowani.
Pomnikiem upamiętniono :
Wacława Galińskiego 16.VIII. 1898 - 27. III. 1947
Franciszka Górnego 19.VI.1831 - 15. XII. 1952
Romana Jędrzejewskiego 23.VII. 1901 - 19. VII. 1957
Antoniego Wysockiego 10. V. 1862- 13. VI. 1957
i Piotra Janiszewskiego, który zmarł 28.I.1954 mając 74 lata.
Jest tu także miejsce szczególne, miejsce pamięci narodu polskiego o więźniach hitlerowskich obozów koncentracyjnych, miejsce spoczynku 15 byłych więźniarek z obozu Ravensbrück, zmarłych z wycieńczenia i chorób w drodze do rodzinnych domów...Mogiłę upamiętnia pomnik dłuta Zofii Bilińskiej, gorzowskiej rzeźbiarki.
Cmentarz Świętokrzyski zajmuje prawie 4 hektary. Od 1963 roku nie służy pochówkom. Przy cmentarnych alejkach, pośród zieleni znaleźć można cenne przykłady sztuki sepulkralnej, a także ślady historii zapisane na 7 tysiącach (wielu niszczejących ) nagrobków...które można zobaczyć Tu
(Fot. Bogusław Sacharczuk, za zgodą na publikację)
Popularność barów mlecznych rozpoczęła się w okresie pomiędzy wojnami, a utrwaliła w czasach PRL. Tworzono je od 1948 roku głównie po to, aby każdy obywatel mógł tanio i szybko zjeść danie bezmięsne.
Gorzowski, kultowy, bar mleczny "Agata" mieścił się przy ulicy Wodnej i serwował nie tylko niedrogie, ale i naprawdę smaczne posiłki przez 40 lat. Duża sala, z kwadratowymi stolikami przykrytymi ceratą mieściła 60 osób.
Podawano tu dania gorące, zimne przekąski i napoje. Specjalnością gorzowskiego baru były jednak pierogi ruskie z tłuszczem w cenie 3 zł. Ich smak, taki jak u mamy, spowodował, że kierownictwo wprowadziło nań zapisy. Kucharki lepiły ich dziennie ponad 2.000 sztuk.
Na początku 2005 roku bar, mimo fali protestów mieszkańców i złożonych na ręce władz miasta petycji, został zamknięty.
Po zamknięciu "Agaty" uruchomiono podobny bar przy ulicy Sikorskiego.
Oraz przy Dworcowej. Ten niedawno zmienił swą nazwę na "Agatka".
Nowe odsłony baru, mimo smacznego jedzenia nie zdobyły już takiej popularności. Pewnie dlatego, że nie mają już nic wspólnego z dawnym stylem...
Życie całego miasta - od po wojny do lat dziewięćdziesiątych - toczyło się ściśle określonym rytmem - od rynku - do rynku. Tydzień liczony był za pomocą dni targowych...poniedziałek, środa, piątek.
Targ kusił bardzo. Tętnił życiem. Na każdym niemalże starganie czaiła się jakaś tajemnica. Handlowano wszystkim. Od zwierząt, poprzez starocie i meble do warzyw i owoców.
Część tzw. "żywa" obejmowała konie, świnie, kury, indory i kaczki. Od czasu do czasu pojawiały się króle i gołębie. Wokół stały wozy i skrzynie pełne owoców i warzyw. Wolnych od chemii.
Targ opanowany był głównie przez drobnych wytwórców żywności. Oferowano mleko, śmietanę, masło i ser. Ten ostatni - gospodarską metodą wyciskany z serwatki przez lniany woreczek, który potem był przykładany ciężkim, płaskim kamieniem w celu odsączenia - smakował jak żaden inny...
Między straganami przemieszczały się szybko panie domu szukając świeżych, żółtych jaj. Dziwnie wyglądały ze słoikiem w ręku...Na jego dnie czasem spoczywało kilka już wziętych do "sprawdzenia" rozbitych jaj. Wokół było słychać nawoływania sprzedawców - "świeże jaja, świeże jaja" ...
Przyjeżdżali wyplatacze wiklinowych koszy przeznaczonych zarówno do użytku domowego jak i do zbierania warzyw oraz Cyganie, u których można było zakupić wielkie czarne i ciężkie patelnie. Patelnie wszechczasów! Do ich dna nigdy nic nie przywierało!
A wszystko to przenikały starganiki ze starociami....z przedwojennymi figurkami, porcelaną, zegarami. Częstymi gośćmi byli także ci, którzy wracali z wojaży po ZSRR. Prócz złotych wyrobów można było u nich się zaopatrzyć w futra, młynki do kawy, sokowirówki czy odkurzacze.
Oczywiście na targu oferowano inne mniej cenne lub przydatne rzeczy i przedmioty, szczególnie po roku 1989 , kiedy nastąpił napływ wszystkiego co niemieckie, ale one już nie wzbudzały takiego zainteresowania czy swoistej magii. Były to zwyczajne tandetne ubrania, gadżety, zabawki czy też przemycane papierosy czy alkohole. Wówczas skończyła się era prawdziwego targu, tętniącego życiem i pachnącego zdrową, polską żywnością...
W 2013 roku zmodernizowano zachowaną część targowiska inwestując w nie ponad 700 tys. złotych. Na odnowionej nawierzchni ustawiono drewniane stragany - budki, zamontowano monitoring i ogrodzenie.
...i rynek przy ul. Jerzego stracił swój przaśny urok.
Kiedyś był targ...
W listopadzie 2012 roku, w Gorzowie odbyła się odsłona ogólnopolskiej akcji „Mural. Zamalowujemy stereotypy" (więcej o akcji ) organizowanej przez Fundację Aktywnej Rehabilitacji. Motywy graficzne przedstawiają osoby niewidzące, głuchonieme, niepełnosprawne ruchowo oraz niepełnosprawne intelektualnie, przedstawione w codziennych sytuacjach.
Niezwykle sugestywne obrazy znalazły swoje miejsce na filarach mostu kolejowego,
A także na słupach nośnych tzw. Trasy Nadwarciańskiej. I te właśnie prócz oryginalnej konwencji stawiają i pytania i tezy prowokujące do myślenia:
"Czy wiesz co go porusza?"
"Ręce mówią, kiedy usta nie mogą"
Graffiti to część kampanii informacyjnej związanej z ratyfikacją przez Polskę, 6 września 2012 roku, Konwencji ONZ o Prawach Prawach Osób Niepełnosprawnych. Jej celem jest zwrócenie uwagi na to, że ludzie niepełnosprawni nie tylko są wśród nas, ale także mają uczucia, plany i marzenia, oraz równe prawa.
Niemiecki cmentarz ewangelicki (Evangelischer Hauptkirchhof) w Landsbergu został założony i poświęcony w roku 1831. Był to największy poniemiecki cmentarz w mieście.
Cmentarz od samego początku został starannie i z gustem rozplanowany. Nie tylko pod względem architektonicznym, ale również dendrologicznym. Nasadzenia drzew i krzewów oraz szerokie aleje przypominały park. Prowadziła do niego jedna wielka, zawsze otwarta furta i bramy.
W roku 1887 wybudowano kaplicę cmentarną, która od roku 1963 służy jako kościół ewangelicki
Nie była to jedyna kaplica na terenie cmentarza. Znajdowała się tam również zbudowana według projektu dr inż. Curta Steinberga zniszczona w 1945 roku, a poświęcona w 1925 kaplica będąca zarazem kostnicą.
Na cmentarzu pochowani zostali najwybitniejsi obywatele miasta między innymi Karl Teike oraz Max Bahr. Swoją kwaterę miała tu rodzina Paucksch. W czasie I wojny światowej wydzielono kwaterę dla poległych żołnierzy niemieckich i rosyjskich, a w 1940 dla poległych w II wojnie światowej. Chowano tu również adwentystów oraz mieszkańców miasta pochodzenia tatarskiego.
Decyzją ministra gospodarki komunalnej cmentarz został zamknięty w 1961 roku. Rok później miasto jeszcze sfinansowało remont ogrodzenia, a 10 lat później w 1971 roku ministerstwo wydało zgodę na likwidację cmentarza, nie troszcząc się o pochowanych...W porządkowaniu terenu brali udział - społecznie - pracownicy gorzowskich Zakładów Włókien Chemicznych „Stilon”. Teren podzielony został na działki. Każda działka została przydzielona do sprzątania poszczególnym wydziałom zakładów „Stilon”. Mogiły usypane z ziemi były równane. Wiele kamiennych nagrobków zostało rozkradzionych przez kamieniarzy. Część cmentarza decyzją ministra przeznaczono na park. Prace ( społeczne) prowadzone były dwa lata. Wykonano alejki wzdłuż których ustawiono ponad 200 ławek, a cały park został oświetlony przez 151 lamp. Park, który przyjął nazwę Parku Kopernika, był prezentem pierwszomajowym załogi ZWCH "Stilon" dla mieszkańców.
W najstarszej części dawnej nekropolii znajduje się działająca od 1975 roku fontanna. Zaprojektował ją znany gorzowski architekt Mieczysław Rzeszewski. Jej głównym elementem są cztery podwójne talerze umieszczone na słupach, w które uderza woda z 12 trysków.
Na terenie byłego cmentarza powstało w październiku 1974 roku działające do dziś miasteczko ruchu drogowego. Pozostała też część starych nasadzeń.
W roku 1993 przy wejściu do Parku Kopernika został postawiony obelisk:" Pamięci mieszkańców naszego miasta pochowanym na tym cmentarzu w latach 1831 - 1945"
W 2005 roku w związku z budową obwodnicy wycięto część parku.
Wtedy to ekshumowano ponad 1000 szczątków i przeniesiono je do ossarium na cmentarzu komunalnym.
W południowej części parku, w pobliżu wspomnianego już kościoła ewangelickiego utworzono lapidarium z pamiątkową tablicą, w którym umieszczono pozostałości po odnalezionych nagrobkach. Uroczyste otwarcie odbyło się 6 czerwca 2010 roku przy udziale ówczesnego prezydenta miasta Tadeusza Jędrzejczaka i
Christy Greuling, wiceprzewodniczącej BAG Landsberg/Warthe, stowarzyszenia byłych mieszkańców miasta. Obecny był także Wolfhart Paucksch, potomek honorowego obywatela Landsberga, przemysłowca i człowieka sukcesu Johanna Gottlieba Hermanna Pauckscha. Byli także landsberczycy i gorzowianie.
Atutem Parku Kopernika, położonego pośród ruchliwych ulic miasta jest spokój, cisza, a często i pustka. Park przypomina 18 hektarową " świątynię "dumania... Między rozłożystymi drzewami lip, cisu, czy jesionu można spotkać wiewiórki...niekiedy ganiające się też po alejkach gdzie niegdyś stały groby...
W centrum miasta Gorzowa znajduje się park, który zyskał wśród mieszkańców miano perełki. Założony został w 1913 roku na podmokłych terenach wokół stawu. Początkowo nosił nazwę Parku Cesarza Wilhelma, potem stał się Parkiem Miejskim. Po II wojnie światowej przemianowano go na Park Wiosny Ludów. W okresie międzywojennym i krótko po wojnie mieściło się tu mini zoo. W latach 1960-1964 park przeszedł gruntowną modernizację i renowację jednak założenie urbanistyczne nie zostało zmienione.
Przez gorzowian park zwany jest "Parkiem Róż", z racji tego, iż niegdyś rosła w nim duża liczba tych kwiatów. Dziś rabaty z różami są dość ubogie.
Założenie samego parku jest piękne. Wokół stawu są alejki, ławeczki, a ozdobę stanowią aleje kasztanowców i platanów.
Przy modernizacji nie zapomniano o najmłodszych. Wybudowano dla nich bezpieczny i kolorowy plac zabaw.
Uroku tej oazie spokoju w Śródmieściu dodaje zabytkowy odnowiony mostek i przepływająca przez park rzeka Kłodawka.
Oraz wszędobylskie kaczki.
Park był przez lata ulubionym miejscem romskiej poetyki Bronisławy Wajs-Papuszy. Tu spędzała długie godziny przesiadując na ławeczce, tu spacerowała i tu być może rodziły się jej wiersze. Na dowód pamięci w 2007 roku w parku odsłonięto pomnik tej wielkiej poetki.
Do parku należy też niewielki wodospad przy którym niegdyś mieściła się jedna z najpiękniejszych kawiarni przedwojennego miasta Cafe Voley przemianowana po 1945 roku na "Wenecję" Dziś pozostał po niej pusty plac i mural...
W niedzielny wieczór, 30 sierpnia, na gorzowskich błoniach nadwarciańskich odbył się długo wyczekiwany koncert nagroda. Koncert jakiego dotąd w mieście nie było. W jednym miejscu, na jednej scenie spotkały się gwiazdy polskiej muzyki. Edyta Górniak, Formacja Nieżywych Schabuff, Margaret, Afromental, Monika Kuszyńska, Cleo oraz Mateusz Ziółko.
Trzy godziny wcześniej odbyła się próba. Była to nie lada okazja, aby podpatrzeć artystów podczas pracy.
Na bulwarze Zachodnim zaś powstało Miasteczko Funduszy Europejskich, gdzie można było zobaczyć stoiska wszystkich finalistów konkursu.
Koncert , notabene transmitowany przez TVP1, rozpoczął się o godzinie 21.30. Nadwarciańskie błonia zgromadziły ponad 40 tysięczny tłum.
Gwiazdy zabrały słuchaczy w podróż po Europie. Była to niezwyczajna podróż, bo podróż muzyczna. Każdy z wykonawców zaśpiewał utwór kojarzący się lub ściśle związany z jednym z państw europejskich. Formacja Nieżywych Schabuff zabrała słuchaczy do Niemiec , Margaret do Szwecji, a Afromental do Wielkiej Brytanii.
Na zakończenie Monika Kuszyńska i Edyta Górniak wraz z publicznością wykonały przepięknie balladę pop-folkową Leonarda Cohena "Haallelujah"
Około północy niebo nad bulwarem rozbłysło tysiącami sztucznych ogni. Pokaz sfinansowało miasto.
Przypomnę ; Koncert był nagrodą w konkursie Europa To My. Celem konkursu zorganizowanego przez Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju, było pokazanie, jak zmieniła się Polska dzięki funduszom unijnym. Startowały w nim inwestycje, które zostały zrobione za unijne pieniądze. Gorzowski bulwar, który do konkursu zgłosiła gorzowianka Edyta Madej, zdobył 60 tys. głosów i bezsprzecznie wygrał głosowanie.